Miesięczne Archiwa: Sierpień 2008

Kto bierze urlop we wrześniu

Nie wiem czy to ważne ale od piątku udaję się na:

- przysługujący
- długo oczekiwany
- wytęskniony
- zasłużony
- na który juz najwyższy czas

urlop –
czyli taki okres kiedy nie trzeba chodzić do nikomu nie potrzebnej pracy, gdzie jest wyzysk człowieka przez człowieka, można nie odbierać telefonów z pracy i zapomnieć o szefie, kolegach i drodze do pracy.

Oczywiście kiedy wszyscy normalni ludzie wypoczywali było lato, ciepło, słońce, długie dni i wszystkie te fajne rzeczy związane z latem ja będę urlopować we wrześniu u progu jesieni, kiedy dni krótkie, noce zimne, pogoda w kratkę, opadają liście z drzew i towarzyszyć mi będą wszystkie te okropne objawy nadchodzącej jesieni a za nią okrutnej zimy.  Co prawda na początku września mam planowany wyjazd nad morze na 4 dni ale to tylko 4 dni i to we wrześniu – to juz nie to samo.

Nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Można mi zarzucić, że marudzę i strzelam focha, ale każdy ma swoje tragedie, moją jest to, że wszyscy mnie wysterowali, wzieli sobie urlop latem a mnie zostawli na stanowisku pracy (bo przecież wszyscy na urlop iść nie możemy) szlak by ich trafił – tylko dlaczego ja mam iść na urlop wtedy kiedy wszyscy są już po.
 
W przyszłym roku nie dam sie tak wyrolować, wezmę urlop w lipcu bo sprawiedliwość jakaś musi byc i to koniecznie po mojej stronie.

Postękałam, ponarzekałam i jest mi ciut lżej ale tylko ciut.

Spotkanie po latach

Spotkanie się odbyło, przybyło siedem osób (ze mną było 8) i było bardzo sympatycznie. Warto było jednak ruszyć dupę i wbrew wszelkim obawom pójść.

Dziewczyny wyglądają rewelacyjnie, chłopcy trochę mniej (wiadomo siwizna, niekiedy nawet łysina, nie mówiąc o piwnych brzuszkach…) i japy nam sie nie zamykały, każdy chciał coś powiedzieć, i każdy miał coś do powiedzenia. Oprócz wspomnień z lat szkolnych były też opowieści z chwili obecnej, okazało się, że ci którzy się nie zapisali do Naszej Klasy żyją i zupełnie nie wiadomo dlaczego się nie zapisują i co nimi kieruje, że nie chcą sie spotkać. Odbyło się też rytualne obgadywanie nieobecnych ale zupełnie niezłośliwe tylko opowieści kto kogo spotkał i co ten ktoś obecnie porabia.

Oczywiście dużo osób przebywa albo poza granicą Polski albo mieszkają w zupełnie innych miastach. Wobec powyższego uradziliśmy, że następne spotkanie, które odbędzie się już w większym gronie odbędzie się w październiku. Obecni zobowiązali się ściągnąć tych, z którymi mają kontakt i którzy są poza granicami.

Miło jest spotkać się z takimi ludźmi z którymi nie widziało się od ponad 30 lat, zobaczyć jak teraz wyglądają i jak im się potoczyły losy, a potoczyły się naprawdę bardzo różnie.

Nasza klasa

W portalu „Nasza klasa” w mojej klasie z podstawówki przybywa ludzi. Jak patrzę na stare zdjęcia i uśmiechające się z nich dzieci to aż trudno uwierzyć, że ludzie którzy patrzą na mnie ze swoich obecnych fotek to te same osoby.

Teksty typu „świetnie wyglądasz”, „nic się nie zmieniłaś” i takie tam choć czasami mija się to zupełnie z prawdą grają mi na nerwach – co to do cholery festiwal kadzenia. A już w ogóle tekst „cześć ziomkowie” to po prostu żenada takim językiem mówią małolaty, wydaje mi się że przywłaszczanie sobie ich tekstów to głupota tym bardziej że nie wszystkie są błyskotliwe.

Na początku byłam zafascynowana portalem, teraz im więcej ludzi się zapisuje i kiedy spotkanie ma się odbyć w środę -  to sama nie wiem czy jestem gotowa na spotkanie z tymi wszystkimi ludźmi. Przecież ja ich w ogóle nie znam, nie wiem co się działo z nimi przez te lata to o czym mam z nimi gadać.

W sumie mam niewiele czasu na to aby się zdecydować na to czy chcę się spotkać z tymi ludźmi.

Powrót córki marnotrawnej

Agrafka wróciła z kolonii i właściwie to wygląda nie jak moja Agrafka tylko jak jakiś obcy pasażer Nostromo. Zrobiła sobie na tej nieszczęsnej koloni (kto jej na to pozwolił?) włosy na kolor czarny i wygląda jak Mortycja Adams, choć sama Agrafka twierdzi, że zrobiła sobie włosy na kolor brązowy, być może miał to być brąz ale wyszedł czarny jak skrzydło kruka i wcale nie jest jej z tym ładnie.

Oczywiście czuć było, że przyjechała z obozu konnego, cała torba śmierdzących ciuchów, nawet nie chcę wiedzieć co to za plamy i skąd sie wzięły. Pranie trwało trzy dni.

W związku z kołtunem na głowie niewiadomego koloru trzeba iść do fryzjera, udało mi się wcisnąć to nieszczęście na mój termin który miałam juz zaklepany od dawna i idziemy razem zrobić się na bóstwa, tzn. ja się zrobię na bóstwo, Agrafka zostanie ścięta zdecydowanie na krótko. Mam nadzieję, że przy krótkiej fryzurze kolor włosów nie będzie się tak rzucał w oczy i zniknie kołtun, który ciągle jest traktowany prostownicą, co po wyjściu z domu powoduje kupę siana na głowie.

A w piątek mamy wolne – huraaa – cieszę się jak nie wiem co:))))

Pamięci Werki

Kiedy na początku lipca na blogu Werki ukazała się notka „przerwa techniczna” pomyślałam sobie – pewnie ma problemy z komputerem, kiedy przerwa się przedłużała, pomyślałam – na pewno ma jakieś kłopoty i zaraz przypomniało mi się milczenie Bawy i Żaby na początku roku, jak w końcu się odezwały to okazało się, że w ich życiu nastąpiła diametralna zmiana.

Teraz zmiana także nastąpiła ale zupełnie niespodziewana i walnęła mną jak obuchem w łeb. Cały „weckend” nie mogłam sobie znaleźć miejsca, ciągle mi w głowie kołatała myśl „Werka nie żyje” nie mogłam sobie z tym poradzić. To może wydawać się dziwne, przecież ja nigdy nie miałam możliwości poznania osobiście Werki, nasza znajomość ograniczała się do świata internetu a dokładniej do blogowiska, ale nie zmiania to faktu, że ta tragiczna wiadomośc wstrząsnęła mną.

Pamiętam jak rozpoczęłam blogowanie w zeszłym roku właśnie na wp i szukałam ciekawych blogów tzw. wzorców, zaglądałam na inne blogi aby wiedzieć o czym ludzie piszą i co mnie interesuje.

Szerokim łukiem omijałam blogi, które traktowały o troskach i nieszczęściach, sama jak każdy miałam ich dosyć i nie chciałam czytać o cudzych nieszczęściach a tym bardziej innych obarczać swoimi kłopotami i zmartwieniami. Jak trafiłam na blog Werki, pomyślałam to jest to, treści które chce się czytać, poczucie humoru, które lubię. Czytałam jej dowcipne i ciekawe treści z wielka przyjemności, jak tylko miałam „zwisły” nastrój to po przeczytaniu notki Werki nastrój mi się poprawiał i myślałam sobie „nie jest źle świat nie jest taki zły”.

Po jakimś czasie zaczęło mi zależeć na tym aby znaleźć się u niej w „ulubionych” i udało mi się zdobyć jej sympatię na tyle, że umieściła mnie w swoich „ulubionych” co było dla mnie dużym wyróżnieniem, bo to między innymi ona była dla mnie wzorcem i w pewnym sensie zapalnikiem założenia bloga, bo nie do końca byłam przekonana czy chcę założyć internetowy pamiętnik.

Dzięki Ci Werka za inspirację, dowcip i poczucie humoru które nie raz stawiało mnie na nogi i dodawało otuchy, dzięki za to, że w ogóle byłaś.

Zlikwidować pocztę

Byłam na poczcie i straciłam tam ponad 50 minut mojego bezcennego czasu, cierpliwośc i tolerancję dla Poczty Polskiej i jej pracowników. Postuluję za spuszczeniem napalmu albo chociaż przynajmniej kilku porządnych bomb na Pocztę i jej nieudacznych pracowników.

W kolejce byłam 6 natomiast okienek które miały obsługiwać kilientów było trzy. W czasie mojego stania dwie panie, które powinny tkwić w okienku wyszły w niewiadomym mi celu na zaplecze, gdzie zaginęły na ponad 10 minut, w tym czasie więc siłą rzeczy czynne było jedno okienko w którym obsługiwała prawdopodobnie kobieta choć według mnie był to ślimak pospolity. Zanim wróciły zaginione babiszony ślimak zdążył obsłużyć jedną klientkę, jeden babiszon wrócił tylko po to aby postawić w okienku tabliczkę „nieczynne” – śmieszny dowcip – cha cha cha.
 
Za tą wątpliwej jakości usługę, stracony czas i wkurw pospolity na pozostałą część dnia zapłaciłam 5,80 zł. i to już nie jest żart.

Do dupy

Agrafka przez tydzień bytności na koloni zdążyła już wydać 80 zł. ze 100 zł. jakie otrzymała na swoje wydatki, wygadać 60 zł. przez telefon komórkowy, który nieopatrznie durna matka raczyła załadować córeczce i zamiast 30 zł. jak zwykle to wspaniałomyślnie załadowała 60 zł, przeziębić się, spowodować wykonanie telefonu przez panią wychowawczynię do rodziców ze skargą o niesubordynacji potomstwa, czyli norma – pracowty tydzień.

Oczywiście Agrafka ma już wspaniałe plany dla rodziców na przyszły tydzień, mają szybciutko polecieć na najbliższą pocztę i przysłać dzieciątku koniecznie trochę kasy.

W pracy oprócz tego, że wizja urlopu znowu oddaliła się na bliżej nieokreślony termin to gosiadło w ramach wyróżnienia dostała nowe obowiązki koleżanki, która udała się właśnie na zasłużony urlop, czyli teraz gosiadło zapierdala już nie za dwie ale za trzy osoby – czyli też norma bo jak jest do dupy to koniecznie hurtowo.