Miesięczne Archiwa: Wrzesień 2008

Ząb mądrości

Wstałam rano i co boli mnie ząb mądrości, którego nie ma i właściwie jest już tylko zmurszałym wspomnieniem, wieć pytam co właściciwe mnie boli czy ktoś wie ?

Ból jestr zaczepisty i wiem z doświadczenia (jeszcze jeden ząb mądrości mi został), że będzie piłował około tygodnia, już sie „cieszę” na tą myśl, ale jak mówią przynajmniej wiem że żyję, bo jak boli tzn. nie jestem martwa. Ale mnie nie jest wesoło, jest mi boleśnie.

Żeby już w ogóle nie było fajnie to jeszcze dostałam okres a PMS jeszcze nie minął – suuuuper.

Nieuchronny koniec

Zbliża sie nieuchronny koniec urlopu w poniedziałek wracam do pracy i wcale się za nią nie stęskniłam. Mówiłam już, że chciałabym już iść na emeryturę – chyba tak – powtarzam się.

Dzisiaj dla poprawienia nastroju i zabicia stresu związanego z powrotem do pracy idę do fryzjera, może nie będę marudziła i spodoba mi się dzieło pani fryzjerki, choć to chyba niemożliwe.

Agrafce bardzo ładnie schodzą pryszczypały, pan deramtolog przepisał jej rewelacyjne maści, sama jestem zaskoczona ich szybkim działaniem, nie spodziewałam się takiego ekspresowego rezultatu.

No to idę do fryzjera, po powrocie będę piękna i będę się podziwiać w zwierciadle do jutra.

Czystka w szafie

Pineska była tak łaskawa, iż pomogła mi w opróżnieniu  garderoby w szafie bo już sie nie mieszczę, a wyrzucić szkoda bo to sentyment wielki, garderoba w dobrym stanie i serce boli wyrzucać. Same garnitury w których nie chodzę juz przynajmniej od dwóch lat, a w nich tak dobrze się wyglądało, marynarka ukrywała wszystkie mankamenty figury.

Było krótko – nosisz tono nie – do kosza i tak dalej. Wszystkie garnitury spotkał ten sam los poszły do wielkiej reklamówki i spoczęły w pojemniku PCK.

W szafie luz i problem bo trzeba jakiś dyżurny garnitur kupić, bo zostałam ich pozbawiona, gdyż jak twierdziła Pineska – to nie modne, tamto nieciekawe, a owo w złym kolorze, a jeszcze tamto w złym guście itd itp.

Oczywiście w sklepach to tak właściwie nie ma odpowiednich garniturów, pomijając fakt, że zazwyczaj są w nie moim rozmiarze, to jeszcze jakieś paski, szarości, granaty i licho wie co, trudno sie zdecydować i myślę, że zajmie mi troche czasu w zakupieniu onego.

Pineska na otarcie łez zakupiła mi dwie pary spodni w ciuchlandzie i chociaż sama nie przepadam za kupowaniem tam (nie potrafię wybrać nic ciekawego) to muszę przynać, że zakupy super. Spodnie są z H&M zupełnie jak na mnie szyte. Pineska to w ogóle potrafi na tych ciuchlandach wyszperać cudeńka.

Prezentacja jaką miałam wykonać na szkolenie została zrobiona w zaciszu domowym i trzeba jej zrobić tylko ostatni szlif i będzie gotowa.

spodnie

Spodnie H&M – 16 zł.

spodnie

Spodnie H&M – 15 zł.

Nieszczęście

Stało sie nieszczęście i tragedia rodzinna – Agrafka dostała masę okropnych pryszczy najprawdopodobniej na własne życzenie. Miała kilka pryszczyków jak to dojrzewająca nastolatka, ale to było dla niej nie do przyjęcia więc stosowała (bez moje wiedzy oczywiście) różne specyfiki które miały zmienić to, ale skutek jest dokładnie odwrotny.

Do dermatologa idziemy we wtorek ale póki co sama próbuję ratować jej twarz więc kupiłam w aptece nieśmiertelną maść cynkową i preparat drożdżowy, podaję jej to i sama osobiście smaruję te nieszczęsne pryszcze, jest chyba troche lepiej ale w dalszym ciągu jest żle. Agrafka nie chce chodzić do szkoły bo się wstydzi, nie chce wychodzić w ogóle nigdzie z domu. Dla nastoletniej dziewczyny jest to wielka tragedia, rozumiem ją ale nie mogę też pozwolić aby z tego powodu opuszczała szkołę więc co rano jest  wojna, bo ona nie chce iść do szkoły ja natomiast przekonuję ją o tym, że powinna iść, oczywiście i tak idzie ale wraca zrozpaczona i z płaczem.

Niech ta wizyta u dermatologa juz będzie, mam nadzieję, że on coś pomoże bo jak nie to się chyba ja zastrzelę bo dłużej tego nie „wytrzymiem” sama zaczynam popadać w schizę z tego powodu.

Oczywiście zainwestowałam w baterie do wagi i nie był to dobry pomysł.

Powrót z wojaży

Wróciłam wypoczęta, zadowolona i niestety z większą wagą. Posiłki były obfite (szwedzki stół) i chciał nie chciał mimo długich spacerów waga wzrosła, więc teraz za karę obiadki bezmięsne, śniadanka bez chlebka i żadnych kolacji. A propos wagi właśnie wyczerpała się w niej bateria i zastanawiam się, czy w ogóle instalować nową, może lepiej nie wiedzieć jak rośnie waga i żyć w błogiej nieświadomości.

Spacerów maużon mi nie żałował gonił przez te plaże od miejscowości do miejscowości a po tych spacerach padałam jak zwłok na łożu i nie należało mnie raczej w czasie tego odpoczynku drażnić przynajmniej przez jakiś czas, a mówią, że uwolnione endofriny czy jak im tam uszczęśliwiają, ale to chyba mnie nie dotyczy.

Pogodę miałam jak na wrzesień całkiem ładną może nie było po 30 stopni jak na południu Polski ale słońce było i nawet opalało.

Z pracy były już cztery telefony ciągle czegoś chcą a ja nic od nich nie chcę i mam ich w dupie, poinformowali mnie, że w październiku jedziemy na szkolenie do Mińska w związku z czym mam zrobić prezentację, i tak chciał nie chciał będę musiała iść w czasie urlopu do roboty aby zrobić pierdoloną prezentację której i tak na tym pierdolonym szkoleniu nikt nie będzie oglądał.

Pytam i po co ten cały cyrk.

Urlopowe plany

Urlop się zaczął i wykluły sie też plany na ten wolny czas.

Po pierwsze umyłam okna bo następne mycie to dopiero na święta i ani myślę wcześniej palcem w bucie ruszyc w tej sprawie bo mycia okien nie cierpię jak zresztą wszystkich domowych prac ręcznych.

Po drugie ogranąć trochę „dach nad głową” bo nigdy na to nie ma czasu i robię to po łebkach, jak zrobie teraz to znowu będę miała spokój na jakis czas, ale to po powrocie z wypoczynku.

No i po trzecie przygotować się do wyjazdu i urlopowego wypoczynku, bo zamierzam totalnie nic nie robić obijać się, leżeć na plaży i opalać się jak pogoda pozwoli i żadnej pracy fizycznej tylko zabawa i wypoczynek.

Zamawiam na ten okres oczywiście wspaniałą pogodę gorące słońce ciepły piasek i ciepłe morze, w końcu należy mi się byłaby to taka mała rekompensata za to, że urlop mam we wrześniu.

W y j e ż d ż a m   pa pa pa pa pa

Arcydzieło mistrza

Maużon jest łasuchem więc w sobotę ze zwykłego łakomstwa postanowił upiec sobie ciasto, ja ze względu na wzgląd i dużą ilośc kalorii w takiej szarlotce  miałam mały udział bo obrałam mu jabłka i nie brałam udziału w konsumpcji.

Ponieważ czytałam sobie w kuchni książkę więc siłą rzeczy miałam bardzo dobry widok na owo ciasto, które maużon nie słuchając moich dobrych rad postawił na samym środku piekarnika i włączył górne ogrzewanie. Wołam go więc za chwilę, że ciasto mu się prawie pali, przyleciał i zgodnie z moją uwagą „że za pięć minut to ono się spali” nastawił na pięć minut i poleciał na salony oglądać telewizornie.

Zanim doleciał to ja go już wołałam, że ciasto się właśnie spaliło, przyleciał i zaczął zmieniać ogrzewanie na dolne, więc radzę mu aby zdjął zupełnie to ciasto na dół bo zaraz będzie węgiel, zdjął i owszem i sam juz nie wiedząc ile ono się piecze (ja tym bardziej nie wiedziałam) nastawił na jeszcze jakieś 10 min.

Co będzę owijać w bawełnę ciasto zostało spalone i z góry i z dołu – ale maużon chciał sam zrobić ciasto a ja starałam się nie wtrącać co się nam w pełni udało, gorzej z ciastem zostało totalnie spalone i wprost przeciwnie się nie udało - ale węgiel jest ponoć dobry na problemy gastryczne.