Miesięczne Archiwa: Październik 2008

Spotkanie po latach

Odbyło się spotkanie po latach i tu muszę się mocno walnąć w pierś i oddać pokłon naszym szanownym kolegom i koleżankom organizatorom owego spotkania.

Sprowadzili na spotkanie naszą pania wychowawczynię czym byłam kompletnie zaskoczona i nie spodziewałam sie tak miłego i profesjonalnie przygotowanego spotkania, została także przygotowana kronika szkolna z zdjęciami z tamtych lat – było w ogóle super.

Łącznie było nas około 17 osób, wielu z nich zupełnie bym nie poznała na ulicy i niekoniecznie dlatego, że wyglądali żle lecz naprawdę się zmienili. Większość niestety pamiętam jako małe i słodkie pacholęta, a tu się pojawili dorośli ludzie.

Nasza pani wychowawczyni w ogóle nie odstawała od nas, bo jak się okazało jest od nas starsza tylko 10 lat, choć wtedy (a miała około 25 lat) była dla nas starym babiszonem. Okazało sie, że nasza pani pamięta nie tylko większośc z nas ale i „występki” niektórych z nas choć minęło przecież 33 lata.

Oczywiście nie obyło sie bez sesji zdjęciowej gdzie zostało zrobione setki zdjęć które mają zostać umieszczone na naszej klasie dla wszystkich tych którzy w spotkaniu nie wzięli udziału, żeby żałowali i czuli sie winni.

Choć naprawdę bywam często złosliwa i wredna (stąd poniekąd nazwa mojego bloga „szpilka”) tym razem naprawdę nie mam do czego sie przyczepić było tak fajnie i wzruszająco, że nawet takiej małpie jak ja nie wypada krytykowac i wbijać szpilki. Spotkanie było naprawdę fajne,  wzruszyłam się jak stary siennik i w związku z tym nie będę wbijać szpilek nigdzie i nikomu.

Jeszcze raz o naszej klasie

O Naszej Klasie na podstawie opinii wypowiedzianych  i opisanych pewnie można by napisać pracę doktorską albo przynajmniej magisterską, ja także mam swoją opinię i zarazem zmartwienie ponieważ po dogłębnej analizie okazuje się, że naiwnie myślałam, że NK jest miejscem gdzie można poszukiwać swoich starych znajomych z dawnych lat szkolnych aby się dowiedzieć jak potoczyły się ich losy, może nawet spotkać się po latach.

A tu okazuje się, że nasza klasa to zwykłe targowisko próźności. Ja jak większość polaków oczywiście założyłam swój profil ale zupełnie nie pasuję do wspaniałego grona klasowiczów.

Brakuje mi, choć powinna posiadać mnóstwo komci o treści jaka to ja jestem śliczna, jak to ząb czasu mnie w ogóle nie nadgryzł, jak to ślicznie i młodo wyglądam i że tych marnych kilka kilogramów które mi przybyło przez te lata dodaje mi wprost uroku osobistego, o tym że się wcale nie postarzałam lecz wprost przeciwnie nic się nie zmieniłam i nie ważne, że większość klasowych kolegów i koleżanek nie poznałaby mnie na ulicy.

Sama oczywiście nie rozsyłam komentarzy o treści: „jak ślicznie wyglądasz”, „jaki śliczny psiunio”, „jakie słodkie bobo” itp. bo skoro mnie omijaja te wszystkie zachwyty to i ja nie zachwycam się łysym i brzuchatym gościem który spogląda na mnie ze zdjęcia w swoim profilu oznajmiającym, że jest moim szkolnym kolegą, bo niby co miałabym napisać? przecież facet jest łysy i gruby czyli nie mogę napisać, że ząb czasu go nie nadgryzł, bo go nie tylko nadgryzł ale nawet zeżarł, jego śliczny psiunio mnie wali bo nie przepadam za psami, dom z palmami w tle mnie nie zachwyca, ani samochód w który się wcisnął bo na samochodach się w ogóle nie znam. Koleżanka z mojej klasy (tak twierdzi) wygląda jak moja matka i w tramwaju pewnie z szacunku ustąpiłabym jej miejsca.

Na moim skromnym profilu (cóż za niedopatrzenie) brakuje mnóstwa zdjęć z rozmaitych uroczystkości rodzinnych takich jak imieniny, wesela, wypady urlopowe nie tylko na Majorkę, dokumentacji z porodów moich dzieci (koniecznie z „piczą” na wierzchu), nie mówiąc już o zdjęciach dzieci, męża, dziadków, cioć i całej plejady przodków, no i koniecznie piesków, kotków i wszelkich zwierzaczków domowych, zapomniałam oczywiście wrzucić także zdjęcia domu z kominkiem w salonie i wspaniałego otoczenia domostwa z wypielęgnowanym ogródkiem, samochodu i wielu cennych przedmiotów będących w moim posiadaniu.

Grono moich znajomych nie przekracza 50 osób, co jest również wielkim niedopatrzeniem bo powinnam posiadać ich więcej niż 100 grubo ponad 100 (są rekordziści posiadający znajomych w ilościach tysięcznych) wtedy nie odstawałabym od reszty tak bardzo drastycznie (czyli nie byłabym dziwadłem) i byłoby wiadomo, że moje życie nie jest nudne i samotne a grono moich znajomych to sami znani i cenieni „goście”, nie można także lekceważyć takich znajomych jak „wszystkie Gosie świata”, „najpiękniejsze Gosie świata, „miłośnicy batonów Mars”, „ród Matysiaków, Radziwiłłów….”,  ”piękne, sexowne, uwodzicielskie”, „miś biały”, „szczęśliwy miś”, „miłośnicy piwa” itd. itp. nie jestem w stanie wyliczyć wszystkich idiotycznych profilów które klasowicze włączają w grono swoich znajomych.

Czuję się w tym towarzystwie niedowartościowania i wyizolowana!!!!

Kocie i niekocie życie

Dlaczego wszystkie koty wstają wcześnie rano, najlepszą dla nich porą do aktywności jest wczesnoporanna godzina 4:00 (nie mylić z 16:00).

Nasz prywatny kot tak właśnie ma, o tej właśnie godzinie uznaje, że czas na jedzonko, ogrom miłości i być może nawet kocie pogaduchy, wobec tego wpada bez zaproszenia w odwiedziny do łoża małżeńskiego na trzeciego choć przecież nikt go nie potrzebuje właśnie w tym momencie i molestuje mojego osobistego maużona (zupełnie nie rozumiem dlaczego właśnie jego – ja może nie jestem skromna ale przecież też jestem fajna i piękna).

Pewnie dlatego, że chłop jest „miętki” a ja jestem twarda suka i nawet ukochany kot nie zmusi mojego starego dupska do wstania o tak nieprzyzwoitej porze, nie wzrusza mnie też pusty brzuszek kici, objawy miłości też olewam i nie mam ochoty na poranne pogaduchy.

Maużon ogania się wszelkimi sposobami od kociej miłości bo 4:00 rano to zupełnie nie jest pora kiedy miałby ochotę na cokolwiek innego niż sen (nie mylić z „zex-em”), którego zostało niezbyt wiele i niekoniecznie w towarzystwie kociej samicy.
 
Kota zupełnie nie rozumie ludzkich wczesnoporannych nastrojów jest absolutnie nachalna i nie przyjmuje do wiadomości, że jest 4:00 rano i nie jest to odpowiedni czas na nachalne upominanie się o należny posiłeczek, pieszczotki i rozmowy nocą.

Kocisko przycupuje czujnie w bliskich okolicach łoża małżeńskiego i czeka rozczarowana brakiem miłości i zainteresowania maużona podejmującego ciągłe próby ukrycia się pod kołdrą i próbującego skutecznie dać do zrozumienia kociej waszmości, że ma ją w dupie.

Koło 5:00 rano maużon wstaje i leci do kibelka bo wiadomo rano natura daje znać o sobie i po długiej nocy szczać się chce, kot szczęśliwy, że nareszcie dom się obudził choćby tylko w jednej osobie kręci pierdolone slalomy i piruety przed kończynami spieszącego do kibelka pancia, który stara się nie wleźć na upierdliwe stworzenie i samemu nie stracić równowagi, a przecież zew natury wzywa i trzeba być akrobatą aby nie nadepnąć na sierściucha następnie walnąć dupskiem o posadzkę i przywalić futro z którego prawdopodobnie zostałby tylko chodniczek pod łóżko.

Kocisko kręci piruety i slalomy do tej pory aż nie dostanie żarcia.

I tak historia powtarza się każdego ranka.

No i kto ma przesrane życie?

Dentysta ponownie

Znowu wizyta u dentysty, ale tym razem zmiany. Zmieniła się pani stomatolog, poprzedniej nie ma i juz nie będzie, prawdopodobnie się zwolniła. Nowa pani na dzień dobry wykonała przegląd uzębienia i okazało, że trwanie w błogiej nieświadomości jest zupełnie fajne, a taka wiedza jest mi niepotrzebna.

Mam do zrobienia trzy zęby i wcale nie jestem zadowolona, bo teraz okazuje się, że będę odwiedzała panią częściej, moje konto z minusowego zamieni się na wielki minus i w ogóle wizyta u dentysty trzynastego to nie był najlepszy pomysł. 

Ząb którego leczę od roku mam ponownie prześwietlić i zgłosić się ze zdjęciem, pani zdecyduje co dalej robimy bo wg niej został przebity kanał w związku z czym nie wiadomo czy da się z tym coś zrobic.

Myślę sobie, że poprzednia pani stomatolog bardzo dobrze zrobiła, że odeszła, bo po tej wiadomości odeszłaby chyba w niebyt a ja skończyłabym w ciemnym lochu za popełnioną zbronię.

Znalezione w internecie

Piętnaście oznak, że już jesteś cholera dorosły:

  1. Rośliny w domu żyją i nie można ich wypalić
  2. Masz więcej żarcia niż piwa w lodówce
  3. O 6:00 rano wstajesz a nie idziesz do łóżka
  4. Twoi znajomi rozwodzą się i pobierają zamiast rzucać i chodzić
  5. Ze 130 dni wakacji przechodzi na 14
  6. Nie wiesz o której zamykają McDonalda
  7. Ubezpieczenie na samochód spadło, ale twoje rachunki wzrosły
  8. Dajesz psu specjalne żarcie zamiast resztki z McDonalda
  9. Spanie na wersalce powoduje ból pleców u ciebie
  10. Do apteki idziesz po ibuprofen i ranigast a nie po prezerwatywy i test ciążowy
  11. Rodzina swobodnie żartuje przy tobie o sexie
  12. Butelka wina za 10 zł. to nie jest już „całkiem niezły alkoholik”
  13. „Nie umiem już pić tak jak kiedyś” zastępuje „nigdy już się tak nie nachlam”
  14. 90 % czasu przed komputerem poświęcasz na pracę
  15. Czytasz tę listę, szukając desperacko jednego punktu, który by ciebie nie dotyczył, ale nic nie nie uratuje twojego starego dupska

Samopoczucie po urlopie

Powrót z urlopu do pracy minął w zasadzie bezboleśnie i wywołał radość u kolegów, oczywiście nie z mojego powodu tylko z powodu dodatkowych rąk do pracy. Nastały także zmiany w postaci nowo zatrudnionych ludzi.

Jeden z nowych kolegów na moje biadolenie, że mogłabym już iść na emeryturę stwierdził, iż w wieku 35 lat to się chyba nie idzie jeszcze na emeryturę i tu ma u mnie chłopak plus jak stąd do kosmosu, nawet  jeżeli kłamał to i tak było miło, że wyglądam tak młodo i komplement poprawił mi nastrój, samoocenę  i samopoczucie:))))

Teraz ruszam do pakowania bo jadę w podróż służbową do Mińska Mazowieckiego i samą myśl prawie siedmiogodzinnej podróży naszym taborem kolejowym przeraża mnie. 

A propo Mińska Mazowieckiego – onegdaj wybierali sie koledzy z innego wydziału w podróż do tej pięknej miejscowości, w związku z powyższym zlecili wcześniej kupno biletów swojej wydziałowej koleżance, a ta poprzez internet kupiła im bilety i owszem ale do …..Mińska za wschodnią granicą. Opowiadanie długo krążyło po korytarzach i w zaciszu pokoi jako lokalny dowcip, koleżanka już obecnie nie pracuje u nas ale niezmiennie wywoływała uśmiechy wchodząc do jakiegokolwiek pomieszczenia służbowego.