Miesięczne Archiwa: Listopad 2008

Znaleziono…

Pod nieobecność Agrafki maużon zrobił porządek w jej jaskini a może bardziej w biurkach. W wyniku tej akcji znaleziono wiele rzeczy zupełnie niewiadomwego pochodzenia i tak:

- opakowanie po jogurcie z dziwną zielonkawą zawartością przybraną ogryzkiem od jabłka i łyżeczką do herbaty
- woreczek foliowy a w nim też jakaś dziwna substancja pokryta mchem zielonym
- zaginiony w akcji dawno temu zeszyt z religi
- list pożegnalny z rodziną i z życiem
- reklamówkę z kuwetą i piaskiem dla kota
- pozostałe znaleznione rzeczy nie budziły juz takiego zdziwienia były raczej normalne

Kuweta z piaskiem dla kota była pewnie pozostałością po akcji Agrafki uraczenia nas małym kotkiem znajdą i powiększenia naszego domowego zwierzyńca. Prowokacja się nie udała.

Podsłuchana rozmowa

Miejsce akcji – sauna w klubie fitness

W saunie siedzi mężczyzna rozmiarów hipopotama i żona owego hipopotama kobieta z lekką nadwagą ale przy mężu to chodząca anoreksja.

Żona: ten stój jest chyba za ciasny ciągnie mnie w ramionach

Hipcio: trzeba schudnąć to nie będzie ciasny…..

Bez komentarza.
 

Sobotni obiadek

Uraczyłam rodzinę nową potrawą, którą dała mi koleżanka z pracy.

Przepis w miarę prosty – smażymy kotlety schabowe lub z drobiu (nie panierujemy tylko solimy i pieprzymy) przygotowujemy farsz składający się z usmażonej: cebuli, pieczarek, świeżej papryki i na koniec pokrojonego ananasa z puszki. Farsz kładziemy na usmażonych kotletach a wszystko to zwijamy w ciasto francuskie. Wkładamy do piekarnika i tam powinno przebywać około 20 min.

Oczywiście mnie to się wcale nie udało, farsz był prima, ciasto w środku wyszło surowe i maużon stwierdził, że nie cierpi ciasta francuskiego. Wcale mu sie nie dziwię ja też nie przepadam za surowym ciastem francuskim.

Zostałam poproszona przez rodzinę aby więcej nie robić doświadczeń na żywym organizmie tzn. na własnej rodzinie – noooo chyba, że chcę sie ich pozbyc.

Dałam plamę na całej linii miało być sobotnio i fajnie a wyszło kiepsko.

Drugi raz nie podam już wykwintnego dania bo rodzina nie doceniła moich szczerych chęci, powinni byli zjeść bez zbędnych komentarzy jak mnie kochają, w związku z tym będzie jak zawsze pospolicie i po polsku.

Bez zmian

Nastrój bez zmian czyli pod zdechłym azorkiem, nic mi się nie chce, wziął mnie w swoje władanie wielki LEŃ, siedziałabym i nic nie robiła, zero zapału do pracy, do roboty, do myślenia i w ogóle do czegokolwiek. Oczywiście chodzę do pracy i tam niestety też nie wykorzystuję swoich mocy przerobowych, co może poczekać odkładam na kupkę z boku tylko kiedy tą „kupkę” obrobię? – nie mam pojęcia i proszę o inny zestaw pytań.

Jak to qrwa nie minie to zarosnę brudem i wszelkimi sprawami do załatwienia na przedwczoraj. Wykonuję tylko to co muszę i co nie wymaga zbyt wielkiego wysiłku umysłowego i fizycznego np. bezmyślne oglądanie tv.

Czy ktoś wie co mi jest a może jeszcze jak to się leczy?

Gdzie się podział dobry nastrój

Siedzę przed „komputronem” sączę Martini bo jestem już dorosła i „winko za 10 zł to nie jest już całkiem niezły alkoholik” i szukam weny na napisanie notki.

Oczywiście we łbie pustka noooo może oprócz lekkiego szumu martini w makówce i żyłach a pomysł żaden mnie nie nachodzi wena gdzieś się błąka diabli wiedzą gdzie a przecież przydałaby się tutaj aby mnie natchnęła.

Tydzień nie zaczął się dla mnie fajnie, napadł mnie jakiś dół emocjonalny, który wypuścił ze mnie powietrze i pozbawił chęci do życia i działania. W tygodniu miałam umówioną wizytę u ….. no oczywiście u dentysty, gdzie pani przy borowaniu zęba uszkodziła mi wiertłem wnętrze policzka, mam w tej chwili tam ranę - boli, dziąsło mam napuchnięte i obrzmiałe – też boli – wszystko mnie boli alkoholik nie uśmerza bóli i nie zapowiada się aby do końca tygodnia nastrój mi się poprawił.

Idę sobie nalać jeszcze winka bo i tak nic nie wymyślę więc przynajmniej się zresetuję i przeczekam  podły nastrój z wiarą, że nastaną słoneczne, radosne i pełne chęci do życia dni. Z lampką winka w dłoni oczywiście będę oglądać „Dr House” bo lubię.

Pamięć o zmarłych

Wspaniała pogoda słońce i ciepło – taką pogodę miał Szczecin w dniu 1 listopada. Pogoda piękna na odwiedziny u bliskich zmarłych a Szczecin posiada piękny cmentarz położony właściwie w parku.

Pogoda sprzyjała odwiedzinom i nie nastrajała pesymistycznie mimo, iż cmentarze z natury nie są miłymi miejscami.

Nie wszystkich zmarłych odwiedzają bliscy i to z różnych powodów, jedni mieszkają daleko od miejsca pochówku bliskich, inni zapominają lub nie mają potrzeby odwiedzania grobów, i pewnie jest jeszcze sto milionów innych powodów dla których na cmentarzach znajdują się także groby zapomniane i opuszczone. Nie zapomnijmy zapalic lampki na tych grobach choć są nam zupełnie obce.

Będąc na cmentarzu a już szczególnie w tym dniu zawsze przychodzi mi do głowy myśl, że i ja kiedyś się tam znadę. Pewnie daltego nie przepadam za tym miejscem wzbudza ono zbyt wiele wspomnień i przypomina,  o tym, że sama będę kiedyś wpomnieniem.