Miesięczne Archiwa: Styczeń 2009

Nic się nie dzieje

Dieta stanęła w miejscu – 3,5 kilo i nie chce drgnąć – koleżanki twierdzą, że to z powodu zbliżającej się „cioty” która powoduje zatrzymanie wody w organiźmie czy „cóś”  tam, w każdym razie – faktycznie oczekuję „gości” (którzy są trochę opóźnieni) ale to chyba nie znaczy to co myślę !!!!! przecież w końcu jestem solidnie zabezpieczona.

A w poniedziałek byłam u dentysty – ta małpa która zadała mi tyle bólu i cierpienia skasowała mnie 170,00 zeta – nie cierpię jej, kto to słyszał żeby płacić za cierpienie, ból i strach tyle kasiory.

Jak uprawiają seks

Bankier - na raty
Alpinista - zawsze na górze
Inżynier - zgodnie z planem
Listonosz  - dochodzi szybko
Polityk -   kończy na obietnicach
Dentysta - wiadomo zawsze oralnie
Śmieciarz - dochodzi raz w tygodniu
Policjant - twarda pałka z kajdankami
Szachista  - bije konia nawet przy królowej
Detektyw  - tylko w ciemnościach i incognito
Dżokej  - galopuje ostro i zawsze chce być pierwszy
Piłkarz  - jak nie faul to spalony i nigdy nie może trafić
Dostawca pizzy - jak nie dojdzie w 5 min. to zimny
Nurek  - ma wielkie ciśnienie zwłaszcza gdy jest głęboko
Golfista  - małe piłeczki, a upiera się aby zaliczyć 18 dziurek
Muzyk  - ma niezwykle sprawne palce ale potrzebuje dyrygenta
Pracownik Biura Podróży
 - nigdy nie może znaleźć właściwego miejsca
Dealer samochodowy  - nieważne gdzie i komu, aby tylko wepchnąć ten swój złom

Czas leci

Czas leci ja zgubiłam 2 kilo co wcale nie oznacza, że nie odczuwam głodu i nie mam chęci na wszystkie niezdrowe potrawy świata.

Palenie nie udało mi się rzucić więc sie zawziełam, że choć schudnę a palenie narazie ograniczę i jak skończę jedno to przymierzę sie do zrezygnowania z dymka.

Te zgubione 2 kilo dopinguje mnie do nie rezygnowania z diety choć nie jest to łatwe głód jest moim towarzyszem i wrogiem nr 1 mimo upływu czasu organizm nie chce słyszeć o tym, że żarcia jest mniej i więcej nie będzie, on się domaga paszy i nie chce żadną miarą współpracować i nic nie mogę zrobić – no bo co obrazę sie, strzelę focha…….

Byłam też u fryzjera ale i tu obyło sie bez szalonych fantazji.
Zmieniłam fryzjera na faceta co zaskutkowało troche inna fryzurą ale
kolor facet wybrał zimny podczas kiedy ja oczekiwałam ciepłych kolorów.
Teraz będę musiała się przyzwyczaić, jeżeli nie to następnym razem
wyrażnie zażądam ciepłych kolorów.

Urlop też się już kończy trzeba wracać do pracy a nie chce się – chyba nie przepadam za moja pracą, ale to i tak nic nie zmieni bo na chleb trzeba zarabiać i wiem z doświadczenia, że to nielubienie minie.

Mam nadzieję, że nie odpuszczę odchudzaniu i to mi da jakąś satysfakcję chociaż okupioną wyrzeczeniem się wszystkich smakowitości jakie teraz mi się śnią i nie opuszczają mojego mózgu ani na chwilę.

Walka trwa….

Uroki diety

Jestem wściekle głodna a to dopiero pierwszy dzień diety, mam ochotę na pyzy ze skwarkami i z cebulką, dużą pizze, bigosik …. – nie mogę zamiast tego mogę szklankę wody .. brrrrrrr.

Żyję od posiłku do posiłku, liczę godziny i minuty dzielące mnie od następnego żarcia a  minuty płyną wolno, wolniutko, sekundka za sekudnką nie spiesząc się, w zamian za to jak przyjdzie upragniona godzina rozpusty to mogę zjeść np. jajko, albo szklankę soku pomidorowego, albo bezpłciową ugotowaną w wodzie pierś z kurczaka i to żadne tam wielkie ilości jakis marny naparstek, który ma za zadanie utrzymać mnie przy życiu i nie pozwolić mi zginąć bohaterską śmiercią głodową.

Pociesza mnie tylko fakt. iż nie jestem sama w tym bólu, że inni żyjąc wg diety  przeżywają to samo co ja i czekam dnia, kiedy mojemu brzuchowi wystarczą głodowe racje jedzonka i da mi spokój, przestanie domagać sie więcej a rozum przestanie marzyć o tłustym, niezdrowym, wysokokalorycznym, dobrze przyprawionym, pięknie pachnącym, w duzych ilościach jedzonku, które tak naprawdę to jest mordercą seryjnym naszych brzuszków.

Dziś drugi dzień męki, walczę jak lew ………..

Zaczynamy dietę

Jesienno-zimowa aura sprawia, że ciągle chce się jeść co wprowadzam skwapliwie w życie, jem, konsumuję, delektuję się, pochłaniam …….

Oczywiście są skutki uboczne tego obżarstwa – tyję i choć mi się wydaje, że jest gitara to waga mówi zupełnie co innego i wcale nie to co ja bym sobie życzyła.

Oczywiście już słyszę ten chór głosów – kochana trzeba mniej żreć, zacznij się ruszać i takie tam. Ja to wszystko wiem głupia nie jestem tylko jeść mi się ciągle chce a gimnastykę to uprawiam przybierając różne dziwne pozycje w fotelu o innej nie chcę myśleć ani słyszeć.

Potrzebuję trochę czasu (a może jeszcze kilka kilogramów doda mi powera) żeby sie zmobilizować i np. zamiast na saunę to jednak iść na siłownię i pobiegać po bieżni.

Swoją drogą świat jest zasarany gdzie sprawiedliwość dziejowa jedni mogą jeść co chcą i w nieograniczonych ilościach a ja tyję od wody i powietrza.

I nie chcę słyszeć durnowatych powiedzeń „duże jest piękne”, „kochanego ciała nigdy dość” bo tego nie „wytrzymiem” ja chcę być piękna i szczupła bez zbędnego wysiłku i wyrzeczeń.

A tak naprawdę to postanowiłam w nowym roku znowu zastosować dietę i zamierzam ja wprowadzić mimo niechęci i obaw. Od kiedy pamiętam co jakiś czas jestem na jakiejś cudownej diecie, która daje krótkotrwałe efekty a niekiedy powrót starej wagi razy dwa – zniechęca to do wszystkiego i odechciewa się wszystkich diet świata.

Analizując wszystkie diety wiem, że najlepsza (przynajmniej dla mnie) jest dieta 1200 cal. + gimnastyka (niestety) więc przygotowuję się do niej i duchowo i fizycznie bo od poniedziałku startuję.

Na samą myśl jest mi słabo, przy każdej diecie mój dzień przebiega tak samo – żyję od posiłku do posiłku, ciągle myślę o jedzeniu, żarcie mi się śni i jestem ciągle głodna………. jak ja to przeżyję