Miesięczne Archiwa: Luty 2009

Brak energii

Pełno wszędzie tego białego badziewia (czytaj śniegu) które w wyniku nastania plusowej temperatury zamienia się w szere i mokre badziewie.

Wypija to ze mnie całą energię i chęć do życia, która tęskni za ciepłymi promieniami słońca, długimi i ciepłymi dniami i w ogóle za kanikułą. Mam ochotę położyć się na kaloryferze jak kot i grzać oziębłe ciało i duszę.

W taką podłą pogodę to tylko siedzieć i czytać – dobrze, że choć to (chęć czytania) jeszcze mnie nie opuściło.

Właśnie skończyłam czytać książkę wielkości bibli „Cień wiatru” Carlosa Ruiz Zafón, którą wbrew swojej objętości czytało się lekko.

Dopiero teraz odkryłam tego autora, nigdy wcześniej nie miałam okazji poznać jego twórczości, ale po przeczytaniu jego pierwszej książki mogę śmiało powiedzieć, że odpowiada mi taka właśnie lektura i napewno będę szukać innych dzieł tego autora.

Tłusto

Oczywiście, że w tłusty czwartek zjadłam pączka bo to jednego – trzy!!!!!!!!. Wiem wiem jestem prosię, świnia, wieprzowina, ale nie mogłam się oprzeć. Zresztą za karę nie zjadłam obiadu i kolacji.

Najdziwniejsze jest to, że w środę zjadłam na obiad makaron z sosem i przytyłam 0,5 kg. a po trzech !!!!! pączkach schudłam 0,6 kg. Dziwne????

Konkluzja – mogę jeść pączki ale makaronu nie?.

Strach ma wielkie oczy

Strach ma wielkie oczy – na szczęście nie zaciążyłam, „goście” najechali, zabawili trochę dłużej ale to wszystko nic w obliczu tego, że nie jestem przy nadziei, co w moim wieku byłoby zupełnie niedopuszczalne i karygodne.

Dieta przebiega planowo – w 43 dniu diety schudłam 5 kg. i wbrew pozorom i opiniom wcale nie jest tak źle jak wynika z przepisu na schudnięcie, najgorsze są jakieś trzy tygodnie potem to już nic wielkiego.

To tylko dwa tygodnie prawie że ściśłej głodówki potem jest już naprawdę tylko lepiej, jemy wszystko tylko w małych ilościach. Oczywiście zdaję sobie sprawę , że aby utrzymać wagę i aby nie nastąpił efekt jo-jo muszę te wszystkie dobre rady (tzn. jedzenie mniejszych ilości, ostatni posiłek o 18:00 itd. itp.) stosować zawsze i jestem na to gotowa, bo w tej chwili naprawdę nie odczuwam tego, że się odchudzam, po niewielkich korektach jadam wszystko. Korekty dotyczą np. jeśli na obiad są ziemniaki ja robię sobie ryż lub kaszę, ziemniaki w zupie moga być, do chleba nie tęsknię bo go spożywam i jestem prawie pewna, że po wielu latach ciągłego odchudzania właśnie teraz wybrałam najbardziej optymalną dla mnie metodę odchudzania.

Jak nic mi nie przeszkodzi to do nadejścia lata będę już laska – szczupła, smukła i wiotka – zresztą już teraz czuje sie jak łania czy gazela. Ubrania jakoś nagle przestały mnie „pić”, uwierać i rozłazic się w szwach. Wszystko leży teraz akurat, ale można lepiej.

Więc dlatego odchudzanie trwa nadal.

Dieta wcale nie cud

Blogerka niejaka „misgrubości” ma problemy a wagą w związku z czym trafiła na mój blog z nadzieją, że jak mowa o diecie to tu właśnie znajdzie dietę cud.

Droga „mis..” – cudów nie ma aby schudnąć trzeba wiele wyrzeczeń, cierpliwości i samozaparcia – inaczej się nie da. Więc jeśli oczekujesz cudu to daj sobie spokój i zapomnij o odchudzaniu. Jeśli dasz radę to dam Ci kilka bardzo przydatnych rad których bezwzględnie należy przestrzegać bo są bardzo ważne.

Po pierwsze – zapomnij o wszystkich barach szybkiej obsługi w których lubią się stołować nastolatki – one przeniosły swoje siedziby powiedzmy np. do Afryki – za daleko aby się wybrać na porcję frytek czy innych niezdrowych posiłeczków

Po drugie - wszystkie słodkie napoje w szczególności coca-cola, pepsi-cola i tak dalej należą do zakazanych trunków – mów sobie, że są beeee, niedobre, wstrętne, od teraz musisz pokochać wodę mineralną i to niegazowaną

Po trzecie - słodycze na najbliższy czas też będą tylko sennym marzeniem – jak długo – to zależy od tego ile chcesz schudnąć i jak szybko chcesz powrócić do wagi wyjściowej

Po czwarte - ponieważ posiłki są niewielkie (bo dieta przewiduje zjadanie około 1200 kal. dziennie) należy pamiętać aby jeść co dwie godziny i nie dopuścić aby głód nam zbyt długo dokuczał bo to prowadzi do rezygnacji i w końcowym efekcie rozwścieczony i zniechęcony kandydat na chudzielca dosiada do obfitego stołu i objada się. Posiłków musi byc około 6-7 dziennie (w zależności o której wstajemy).

Po piąte - należy pamiętać aby ostatni posiłek był o godzinie 18:00 ale nie póżniej niż o 19:00

Na początek przez dwa tygodnie jedz mniej niż 1200 kal.

I tydzień:

I posiłek – 1 szklanka gorzkiej herbaty – 30 kal.
II posiłek – 1 jajko na twardo – 80 kal.
III posiłek – 100 g soku pomidorowego – 19 kal.
IV posiłek – 100 g gotowanego chudego mięsa (np pierś z kurczaka – 151 kal.), lub ryby, jeśli gotujesz pierś to wrzuć do wody także warzywa (mogą być mrożone) wywar wraz z warzywami po ugotowaniu można zmiksować aby uzyskał konsystencję kremu w ten sposób będziesz miała na drugi i trzeci dzień zupę, mięso można także przyżądzić na grillu
V – posiłek – 100 g sera białego (oczywiście chudego) – 400 kal.
VI posiłek – 1 szklanka chudego nleka) – 60 kal.
VII posiłek – 1 jabłko – 58 kal.

II tydzień

I - 1 szklanka gorzkiej herbaty
II – 1 banan – 80 kal.
III – 100 g. soku z grejpfruta lub owoc grejpfruta- 41 kal.
IV – 100 g gotowanego mięsa (lub zupę ugotowaną na tym mięsie)
V – 100 g białego sera
VI – 1 szklanka chudego mleka
VII – 1 jabłko

Pierwsze dwa tygodnie jest ciężko przeżyć bo dostarczamy organizomowi mniej niż 1200 kal. Każdy posiłek popijamy przynajmniej 1 szklanką wody, lub herbaty, trochę to organizm oszukuje i niestety nie daje nam ulgi że jesteśmy mniej głodni.

Po dwóch tygodniach gubimy około 3 kg. wagi, potem postępujemy dokładnie tak samo – czyli posiłki co dwie godziny (ważne aby nie dopuścić do uczucia głodu) ale możemy jeść już 1200 kal. tzn. I tu potrzeba trochę twórczej inicjatywy – możemy jeść wszystko to co pozostali członkowie rodziny ale staramy sie wybieramy potrawy mało kaloryczne i jemy odpowiednio mniej, unikamy smażonych potraw.

Możemy na jeden posiłek powiedzmy zjeść trzy sucharki z szklanką herbaty,

potem 1 jabłko, banan lub inny owoc,

następnie np. jogurt (oczywiście naturalny i nie w 0,5 litrowej butelce ale najwyżej o pojemności góra 150 g) do jogurtu można wsypać otrąb pszennych lub owsianych aby był bardziej sycący,

1 kromeczkę chleba (najlepiej razowego) oczywiście bardziej obłożony zielskiem niż wędliną (ma to byc kromeczka chleba a nie pajda)

potem obiad (może być to co akurat reszta rodziny ma w jadłospisie) ale ilościowo dużo mniej i np. zamiast ziemniaków zrobić sobie ryż lub kaszę, jeśli jest to zupa to jemy zupę w małej ilości (np. w małej miseczce)

potem kolację np. zrobić sobie płatki owsiane (oczywiście na chudym mleku), albo trzy kromki pieczywa chrupkiego „Wasa” (niech tam będzie więcej warzyw, ogórka, sałaty, pomidora niż wędliny) do tego można zrobic małą salaterkę sałatki np. z ogórka, pomidora i papryki (posolić, popieprzyć) oczywiście każdy posiłek popijamy obficie wodą lub herbatą.

I tak postępujemy cały czas – posiłki układamy sobie intuicyjnie wybierając produkty, które mają mało kalorii i tak długo ją kontunuujemy aż uzyskamy pożądaną wagę.

Są okresy kiedy waga spada wolno lub stoi w miejscu, nie należy sie tym przejmować organizm walczy o każdą kalorie którą sobie może odłożyć, jeśli jesteśmy konsekwentni to zrozumie, że nie ma z czego odkładać bo więcej żarcia nie będzie i musi niestety zużywać na bieżące potrzeby tyle ile mu dostarczamy.

Przy diecie 1200 kal. średnio tracimy około 1 kilograma tygodniowo.

Jeżli podczas diety uprawiamy jakikolwiek ruch np. chodzimy na basen, siłownię lub sami ćwiczymy waga może spadać szybciej i może to być np. 1,5 kg tygodniowo to wszystko zależy od naszego organizmu.

Powodzenia przy odchudzaniu.

Życzliwa rada – droga misgrubości niestety od używania za często brzydkich wyrazów się nie chudnie, wobec tego mniej niecenzuralnych zwrotów bo to wcale nie jest fajne.

Co się dzieje …

Coś się dzieje nie tak – mieli przyjechać „goście” czułam się bardzo „gościowo” i co …. dupaaaa „goście” pojechali w inne strony, zapomnieli o mnie albo w ogóle mają mnie serdecznie w głębokim poszanowaniu. Są trzy opcje:

- niepożądania w moim wieku !!!!! ciąża – absolutnie nie do przyjęcia, jestem solidnie zabezpieczona a poza tym w moim wieku nie zachodzi się w ciążę !!!!!

- zaburzenia związane z odchudzaniem – baardzo możliwe i prawdopodobne – ten wariant ewentualnie może być,

- zaczął się okres przekwitania – no cóż w moim wieku to już całkiem możliwe aczkolwiek nie byłabym zachwycona (zupełnie nie wiem dlaczego)

Nie ma co liczyc na drapane jak do „weckendu” natura sobie o mnie nie przypomni to ja sobie kupie test ciążowy i przynajmniej tą jedną zupełnie absurdalną i nie wchodzącą w rachubę opcję wykluczę – innej opcji nie ma !!!!

Kup

Kobieta wiadomo, że się odchudza, więc pomyślała sobie nieboraczka, że kupi sobie grilla aby jeść mięsko odtłuszczone – znaczy się bez tzw. „tłuścinek”. Jak pomyślałą tak też i zrobiła.

W sobotę zaciągnęła maużona do sklepu i kupili grilla elektrycznego. Grill nieduży z tacką na ściekający niezdrowy tłuszczyk – fajny.

Pół soboty rodzinka pasła się wszystkim tym co dało się upiec i przyrządzić na grillu. Szczęśliwa kobieta upichciła zupę zwaną żurkiem, który zazwyczaj wychodzi bardzo tłusty ze względu na dużą ilość boczku i kiełbasy, tym razem te wkładki do zupy zostały najpierw wypieczone w grillu a dopiero potem odsączone z tłuszczu i dodane do zupki, która była zdrowa bo pozbawiona przynajmniej pół salaterki tłuszczyku (tyle się zebrało po wypiekach).

I to by było na tyle – w niedzielę grilek odmówił współpracy tzn. wyłączył się sam i nie chciał się ponownie załączyć. Poskarżyłam się maużonowi, że urządzenie się zbuntowało, maużon jakimś dzwinym urządzeniem pogmerał w winowajcy i stwierdził, że on już działać nie będzie bo nie ma w nim przepłwu prądu czy czegoś tam.

W związku z powyższym wzięłam się za mycie bo trzeba było to zareklamować, odwracam to to do góry kołami a tam – przyczyna całego nieszczęścia tzn. dziwnego zapachu wydobywającego się podczas smażenia i odmowa posłuszeństwa – cała spodnia obudowa była tak spalona, że aż pękła.

W poniedziałek walimy do sklepu i od razu z pretensjami (wiadomo najlepszą obroną jest atak), że co oni sprzedają, co to za urządzenie które nieomal nie puściło z dymem całego domostwa. I tu konsternacja – pan kierownik bez żadnego targowania zwrócił pieniądze, co się nigdy nie zdarza (wiem z doświadczenia, bo przynajmnie co czwarte kupione przeze mnie urządzenie jest reklamowane).

Tak i oto byłam przez całe dwa dni posiadaczką urządzenia zwanego grillem elektrycznym. Teraz zostałam bez – wobec tego muszę udać się do sklepu zajmującego się sprzedażą sprzętu AGD i tam wyszukać sobie nowego grillka – ale już może bardziej rozsądznie i przemyślanie.