Miesięczne Archiwa: Marzec 2009

Donosicielstwo

Od dosyć dawna wiadomo, że w pracy ktoś donosi – tak twierdzi miłościwie panujący nam wielki szef, który wybiórczo co jakiś czas zarzuca wolno upolowanej osobie np. brak zapału do pracy, spóźnienie się do owej pracy lub spóźnianie się ze zrobieniem lub zaniechaniem zrobienia czegoś pilnego, niedbalstwo i wiele innych niestworzonych rzeczy.

Wszyscy zastanawiają się kto jest mendą donosicielem, ale ja wcale nie chcę wiedzieć kto tak „uprzejmie donosi aczkolwiek się brzydzi…” bo niby jak miałabym traktować taką osobę z wiedzą o tym, że to parszywa menda. Ignorować, unikać, udawać głupią że nic nie wiem a ona jest moim najlepszym przyjacielem pod słońcem, czy otwarcie jej nawrzucać i powiedzieć żeby się bujała. Ujawnienie się z tą wiedzą mogłoby się skończyć tragicznie, donosiciel skupiłby się pewnie na mojej osobie i podwoił starania aby przedstawć mnie w jeszcze gorszym świetle. Nie jestem pewna czy dałabym radę to wytrzymać.

Oczywiście szef może blefować aby zmusić dorwanego delikwenta do przyznania iż jest winny np.:

- spóżniła się pani dzisiaj do pracy
- jaaaaa – ależ skąd – owszem spóźniłam się ale to było w zeszłym miesiącu i tylko 4 minuty.

Jakby nie patrzył  trzeba  przyjąć do wiadomości, że donosiciel jest i zacząć traktować wszystkich jako potencjalne fałszywe ryje. Uważać co się mówi w większym gronie kolegów (chociaż w obecnej sytuacji nie wiadomo czy to koledzy czy wróg w każdej szafie).

Swoją drogą ciekawe co musi czuć taka łajza przebywająca wśród kolegów, którzy nie podejrzewają go o zbieranie danych dla szefa.

Donosicielu!!!!! – niech ci ziemia lekką będzie.

E-papieros

Czy ktoś wie co to jest Epapieros – ja do dziś też nie wiedziałam.

Ale właśnie dziś zostałam uświadomiona i dostąpiłam zaszczytu zobaczenia na własne oczy tego cuda. Dlaczego zaszczytu – no bo mój osobisty szef właśnie stał się szczęśliwym posiadaczem owego cuda i zrobił mi tzw. prezentację, tzn. byłam świadkiem jak działa to „dzifne” urządzenie wyglądające jak długopis i udające papierosa, wydobywa się z niego zupełnie nie śmierdzący dym, i jak twierdzi właściciel Epapierosa pali się to jak normalnego papierosa.

Prezentacja została mi pewnie udzielona ze względu na porozumienie palących dusz (nie mylić z porozumieniem duchowym) nie ukrywajmy nie jestem wolna od tego zgubnego nałogu i często jestem ostatnią deską ratunku dla niego bo palę papierosy cienkie (czyli zgodne z gustem mojego bossa). Mam nadzieję, że nie było to delikatne przekazanie i pogrożenie paluszkiem …”kobieto niemoralna rzuć to świństwo i przestań truć otoczenie kup natychmiast nowoczesnego papierosa i naśladuj swojego przełożonego”.
 
„Dzifny”  papieros normalnie  dymi jak prawidziwy choć nie śmierdzi jak wymieniony i ponoć (tak twierdzi boss) idzie sie nim napalić jak prawdziwą fajką – nie wiem nie próbowałam – choć nie powiem propozycję dostałam z której zresztą niestety nie skorzystałam, ale jakoś nie wypadało mi wypalać „fajki pokoju” na współkę z własnym szefem.

Mowy nie ma abym naśladowała lub chciała się przypodobać komukolwiek, nie zakupię sobie cudu techniki 21 wieku bo jestem niedzielnym palaczem, palę tylko na ploteczkach przy kawie z koleżankami i …. w pracy, ale tam dlatego, że zżera mnie stresss co mnie rozgrzesza i usprawiedliwia.

A zresztą wiadomo kawa i ploteczki lubią dym – koniecznie śmierdzący i ma go być dużo tak aby można było siekierę zawiesić!!!!!!

Zainteresowanych i zdesperowanych palaczy próbujących zerwać z nałogiem odsyłam na stronę
http://www.mptech.com.pl/

Informuję, że nie mam z tego tytułu żadnych profitów i nie reklamuję tego produktu a jedynie polecam jako ciekawostkę.

Karrramba

Znowu był telefon ze szkoły w sprawie Agrafki. Pani dzwoniła do mnie ze skargą na wyrodne dziecko i nakazała zgłosić się do szkoły to zdradzi reztę przewinień jakie dziecko popełniło, myślę sobie – nie jest dobrze osobiste dziecko nie jest grzeczne.

Sprawę przekazałam maużonowi – przecież nie będę oczami świecić w tej szkole bo co mam tej biednej kobiecie powiedzieć:

- to nie moje dziecko !!!! ktoś mi  je pewnie podrzucił
- albo – moooje dziecko!!! …. jest grzeczne i nie sprawia kłopotu, napewno musiała się pani pomylić i chodzi o zupełnie inne dziecko – może jak bym mówiła z głębokim przekonananiem to pani by uwierzyła???.

Ojciec poszedł nasłuchał się i wszystko mi przekazał…. ufff dobrze, że jego wysłałam. Odbyła się rozmowa dyscyplinująca, wyznaczenie kar i zakazów.

Oczywiście dziecko lało krokodyle łzy i waliło się w „obfitą”, pierś że to ostatni raz, że ona się poprawi i będzie aniołem.

Póki co jest chwilowa poprawa, trudno powiedzieć na jak długo, ale jeśli na długo to będę miała w domu osobistego anioła.

Dzień TRZYNASTY

Co się może zdarzyć trzynastego w piątek i…. majac trzynasty numerek do lekarza do którego rejestrowaliśmy sie trzy miesiące temu

…. no co ……

ależ to proste – przychodni ani lekarze nie ma już w tym miejscu – został przeniesiony w drugi koniec miasta – faaajnie.

I jak tu nie wierzyć w piątek trzynastego – nie da się.

Smacznego

Kwiatki jakie otrzymałam na Dzień Kobiet od różnych „mężczyznów” zżarła kota, ostał się tylko jeden doniczkowy, przed kocim amatorem roślin zielonych uratowało go to, że stoi na szafie – i jego szczęście – kwiatka oczywiście nie kota.

Kota nie zabiłam, oszczędziłam to kocie pomiotło, które od zarania dziejów zżera w domu wszystko co zielone – amatorka nowalijek się znalazła.

Atak choroby

Cały zeszły tydzień byłam ciężko przeziębiona. Zaatakowało mnie gardło, nos, uszy. Gardło mnie bolało, nos miałam cieknący, uszy zatkane i ogarnęła mnie półgłuchota. Atak nastąpił od kolegi z pracy – kolega …… jaki tam kolega!!!, toż to wróg największy jak on mógł przyjść do pracy i przynieść jakąś zatęchłą zarazę.

Na tą okoliczność kupiłam sobie termometr – ale taki nowoczesny – wynalazek 21 wieku – elektroniczny, bo do tych  z rtęcią to ciągle miałam pecha i kupowałam jakieś felerne. Zainwestowałam w ten sprzęt całe 11 zł. i …. takie same gówno jak te z rtęcią. Najwyższy pomiar jaki wskazuje to 36,4 – i nie wiem czy to znaczy żem umierająca czy to wg tego wynalazku 21 wieku moja normalna temperatura ciała.

Gripex który wg reklamy telewizyjnej miał w ciągu jednego dnia wyleczyć wszystko tzn.gorączkę (której nie miałam), ból głowy, katar, kaszel i ból gardła, nie wyleczył nic – ale kosztował 9,60 zł. za 6 tabletek i szlak by ich trafił bo on działa tylko w reklamie, ja chodziłam cały tydzień do pracy chora i przekazywałam prątki dalej.

W związku z tym za radą reszty rodziny przeszłam na leczenie naturalne tzn. czosnek (bllllle) zjadłam to i nie wiem czy juz „pachnę” jak dwa wampiry czy tylko jak jeden – ale do dziś dnia nos pełen, kaszel ma się  dobrze a ja mam dzisiaj wolne bo w piątek szef miał dzień dobroci dla podwładnych i poniedziałek ogłosił dniem wolnym dla kobiet z tytułu Dnia kobiet.

Teraz będę roznosić wampirzy zapach po domu i niech się ukochana rodzina sztacha tym odorem skoro kazali mi rzucić tabletki i przejść na medycynę ludową.

Jak to jest z modą

Kolorowe pisma w których aż roi się od mądrych porad typu:
- jak sie umalować
- jak sie ubierać
- jak się uczesać
- co podać na obiad
- jak sie odchudzać
- itd itp
dla młodego pokolenia są wręcz alfą i omegą jak żyć. Czytać w tych pismach nie ma o czym bo jakoś brak im twórczych i rozsądnych treści. Ale nie o tym chciałam – otóż ponieważ wyleciałam już co nie co z obiegu w temacie mody więc jak wpadnie mi takowe pismo w ręce (sama nie kupuję) to śledzę z wielką uwagą jak powinnam się ubierać, malować i takie tam – i sooooo – dostaję wytrzeszczu oczu.

To co kiedyś było zwykłym obciachem i wiochą teraz jest dowodem dobrego smaku i świetnego gustu.

W latach 80-tych noszenie skarpetek do pantofli czy sadałków było bezguściem – teraz pełen szyk i gala.

Moim marzeniem było posiadanie białych tzw „trepów” czyli chodaków, były koszmarnie drogie i do nabycia tylko w komisach – teraz noszenie białego obuwia (szczególnie „białych kozaczków”) to szczyt bezguścia i nakładając takowe narażamy sie na kpiny a nawet na umieszczenie naszego zdjęcia w „białym kozaczku”.

Zestawianie ubrań np. góra w kratkę dól w paski było ryzykowne i ryzykowali w ten sposób tylko hippisi, wybieranie jaskrawych i krzykliwych kolorów było domeną cyganów i niemców którzy u nas zakupowali słynne sweterki w kolorze wściekłego pomarańczu i seledynu – teraz jest to normalne a nawet pożądane.

W ogóle zdjęcia porównawcze typu ta aktorka ubrała się super, a ta kompletnie bezgustnie do mnie nie docierają dla mnie niejednokrotnie i jedna i druga jest ubrana beznadziejnie – ale to stylista ma ostatnie słowo.

I tak choć oglądam i staram się coś z tego rozumieć to ni cholery do mnie nie dociera jak mam się ubierać żeby być modną, szałowo ubraną kobietą, wobec tego trzymam się klasyki i nawet nie próbuję eksperymentować.

Reasumując – nigdy nie będę modnie i fajnie ubrana bo ja najnormalniej w świecie nie wiem co w dzisiejszych czasach pasuje czego absolutnie nie powinno się nosić i żadne dobre czy nie dobre rady tu nie pomogą – jestem już stara????.