Miesięczne Archiwa: Czerwiec 2009

Ponownie Żanet Kaleta

Kiedyś tam skarżyłam się, że reklama którą serwuje nam pani Żanet Kaleta powoduje u mnie wkurw pospolity. Reklama leci w radio, które jest włączone w pracy z braku innych możliwości np. oglądania telewizji i pojawia się średnio około co 30 minut. Oczywiście lecą też inne reklamy ale wyjątkowo tylko słowa „nazywam się Żanet Kaleta…..” podnoszą mi ciśnienie.

Radia słucham w pracy a więc bez względu na to jakiej stacji słucham przez osiem godzin dziennie co pół godziny jestem zmuszona wysłuchać opinii pani Żanety o zbawiennych skutkach Lactacytu i jego kojącym wpływie na okolice intymne.

Bardzo możliwe że pani Żaneta prywatnie jest bardzo miłą osobą ale dzięki tej reklamie mam jej serdecznie dosyć i zupełnie nie potrafię wytłumaczyć dlaczego akurat ta reklama a nie inna gra mi na nerwach.

Przeglądając z nudów statystyki zdziwiona ujrzałam, że na mój blog wiele osób wchodzi właśnie dzięki Żanetce, może powinam być jej wdzięczna? Większość odnośników stron które odwiedzają bloga to wpisanie w wyszukiwarkę tych dwóch zaczarowanych słów „Żanet Kaleta”.

Czego ludziska chcą od sławnej Żanety – też nie mogą już słuchać reklamy z jej udziałem i chcą jej wklepać?, a może chcą się zaopatrzyć w większą ilość Lactacytu który reklamuje owa pani i szukają u niej odpowiedzi na pytanie czy faktycznie owy specyfik jest taki dobry, nie powoduje otarć okolic intymnych przynosi tym okolicom ulgę ?

No cholera to prawdziwa zagadka stulecia, po co ludzie szukają w necie informacji na temat Żanet Kalety?

Pełnia lata

Uprzejmie donoszę aczkolwiek się brzydzę, że znowu deszcz pada aleee:  
 
- chociaż słońce co prawda emigrowało to
- nie błyska
- nie grzmi
- nie wieje
- nie jest zimno

no i gitara – pełnia lata!!!!

Meteopaci!!! wspomóżcie przemysł farmaceutyczny i zaopatrzcie się w środki przeciwbólowe – przy takich wahaniach pogody będzie was łep naparzał non stop i w kolorze.

Donoszę również, że podrożały fajki o czym przekonałam się kupując dziś owe ….. super – trzeba więc teraz ćwiczyć silną „słabą” wolę i rzucić nałóg bo ma być jeszcze drożej.

Wakacje

No „tia” w końcu wakacje upragnione, wyczekiwane i zasłużone – ale nie dla wszystkich – ja nie mam wakacji chociaż też pragnę i nawet zasłużyłam, wprost przeciwnie niż moje osobiste dziecko, które mimo iż nie zasłużyło bo przyniosło świadectwo że klękajcie narody (ale oczywiście nie z zachwytu) wakacje ma i co mam zrobić – ubić???

Może to i dobrze że nie mam tych cholernych wakacji bo i po co – humor w dalszym ciągu wisielczy, pogoda (oczywiście ładna) błąka się diabli wiedzą gdzie, na Hawaje ani w inne ciepłe kraje nie pojadę bo nie mam kasy więc po co mi jakieś tam wakacje, wystarczy mi urlop który spędzę w domu w towarzystwie deszczów niekoniecznie „kapuśniaczków”, burz, piorunów, wiatrów buszujących we włosach  i ostudzających temperatur. A co tam….

A w ogóle to będzie jakieś lato tego roku?????

Bitwa morska

W weecent jak co roku w moim mieście odbyły się obchody Dnia morza. Oczywiście morze od Szczecina leży około 100 km ale nie zmienia to faktu, iz wszyscy i tak zgodnie uważają, że Szczecin leży nad morzem.

Znam dowcipnisiów którzy wywozili takich święcie wierzących w tą doktrynę autobusem nad jezioro Dąbskie i mówli że to jest właśnie morze????

W sobotę na Odrze odbyła się imrpowizowana bitwa trzech pirackich galeonów o romantycznych nazwach „Czarna Perła”, „Dragon” i „Regina” – wspaniały widok, zrobiłam trochę zdjęć i wszytkie szczury lądowe mogą na własne oczy zobaczyć jak wyglądają piraci i pirackie galeony.

Były wystrzały z armat wraz z hukiem i dymem, odgłosy walki, szczęk oręża a nawet ofiary bitwy.

3galeony

trzy pirackie galeony szykują się do walki

piraci

tak wygląda piracki galeon i żeby nie było na pokładzie prawdziwi piraci

bitwa morska

widać zwisające z pokładu ofiary bitwy

bitwa morska

bitwa morska

bitwa

bitwa

Są takie dni….

„Jest taki dzień i każdy tak ma, że czasem jest źle, że jakoś nie tak – a potem jest noc i znowu jest dzień i uwierz mi, że uśmiechniesz znów się …..” to są słowa piosenki które pasują do mojego wisielczego nastroju jak ulał – jest źle i nie nastąpił jeszcze moment kiedy jest ok.

Najpierw telefon ze szkoły od Agrafki – oczywiście nie z pochwałą czy jakimiś gratulacjami, jak zwykle skargi i żale. Agrafka w swoich cielęcych 15 latach nie może pojąć że nauka jest bardzo ważna i daje jej perspektywy na przyszłość, ona żyje dniem dzisiejszym i dorosłe życie jawi się jej jako odległa przyszłość. I nie bardzo umiem jej wytłumaczyć że to tylko chwila i mgnienie oka.

Następnie w pracy jak zwykle uprzejme donosy szanownego koleżeństwa które się zupełnie nie udały – ale niesmak pozostał, potem pracowy piknik na którym należało się zjawić choć po tym wszystkim wcale nie miałam na to ochoty, ale z kolei nie zjawienie się mogło tylko dać dodatkowe atuty „życzliwym” kolegom. Dobrze, że pogoda nie dopisała więc po odbębnieniu trzech godzin mogłam się urwać po angielsku bo i tak całe towarzystwo się spoiło i nikt nie zauważył mojego braku.

Potem moje imieniny o których chciałam aby moi „życzliwi” koledzy zapomnieli. Trudno uśmiechać się i dziękować za kwiaty i życzenia kiedy się ma świadomość, że ktoś próbuje ci podłożyć świnię. Ale oczywiście znalazł się uprzejmy który poleciał do szefa pochwalić się, że ma urodziny a Małgośka to ma imieniny.

Oczywiście zjawiły się szefy z kwiatami, ja (o hipokryzjo!!!) musiałam się uśmiechać i udawać jaka to jestem szczęśliwa, że pamiętają (brrrrr) i jakie piękne kwiaty i w ogóle – masakra. I choć udawałam dzielnie to i tak nie dało się ukryć, że coś mnie gryzie wszyscy to widzieli choć naprawdę się starałam – ale udawanie chyba mi nie wychodzi.

Udało mi się jeszcze wysłać w otchłań kosmosu ostatnią notkę „oferta specjalna”, napisałam nową ale już w zupełnie w innym klimacie, pierwotna była dowcipna i śmieszna, jej kopia to odbicie mojego nastroju ale niestety chyba nie uda mi się jej już odtworzyć w pierwotnej formie. Muszę chyba sobie gdzieś kopiować notki na wypadek zaćmienia umysłu.

Dobrze, że nadszedł weecend choć dla mnie nie do końca bo w piątek pracowałam, ale było nas mało bo większość wzięła sobie wolne więc jakoś przesiedziałam do tej 12:00 bo potem to się urwałam i mam głęboko w dupie czy ktoś uprzejmie doniesie choć przecież się okropnie brzydzi.

Należy także wspomnieć, że zaginęła ładna pogoda – wyszła i dotąd nie wróciła, uprasza się o wszelkie informacje gdzie błąka się czerwcowa słoneczna pogoda – bez deszczów, burz, błyskawic – w razie napotkania zaginionej proszę o poinformowanie, że ja marznę i śpię w skarpetach, jeszcze trochę i będę musiała włożyc rękawiczki.

A teraz usiądę i cierpliwie poczekam kiedy będzie już ok kiedy wreszcie odejdzie ode mnie cisnąca mnie deprecha, smutek, brak radości i przygnębienie.

Jak się olewa klienta

Oczywiście znowu wyjdę na wredną babę która atakuje biednych operatorów sieci komórkowych – ale muszę bo inaczej się uduszę.

Poszłam do Plusa zapłacić rachunek za telefon – bedąc na miejscu pomyślałam sobie, że jak już jestem, ludzi jest niewiele to zapytam jeszcze ile mi zostało doładowań do aparatu Agrafki – i to był mój błąd trzeba było zapłacić rachunek wziąć dupę w trok i pójść do domu. Ale nie durna baba mająca w pip czasu wzięła numerek usiadła i czeka.

Wchodzi pan popatrzył na swój numerek a tu na tablicy plummmm – jego numerek, choć dopiero wszedł juz pędzi do stanowiska, a ja czekam ……..

Wchodzi paniusia siada na fotelu rozkłada „laptoka” pewnie aby pokazać jaką komórkę chciałaby mieć gdy podchodzi pan i zaprasza ją do stanowiska – a ja czekam……

Sprzedawcy latają ruch jak w Rzymie – wydaje się, że wszyscy są zapracowani i nie maja na nic czasu ale to tylko ułuda, klient jest nikim i dokładnie tak jest traktowany – noooooo chyba, że jest to świeży kliencik który chce zawrzeć umowę.

Starszy pan próbuje sie czegoś dowiedzieć więc usiłuje zatrzymać przelatującą obok niego panienkę, która stwierdza, iż nie ma czasu bo obsługuje kilentów, następna która także pędzi w tą samą stronę odpowiada panu dokładnie to samo, po czym obie stoja 7 minut obok ksero i pierdolą ch…j wie o czym. Tak traktuje się kilenta?

Wpadają dwie młode siksy, lecą do gablot aby obejrzeć komórki ale nie mają szans bo na tablicy plummmmm – ich numerek – a jak czekam…..

Siedzę tupię nogą krew się we mnie gotuje mózg ze złości chce wylecieć, a ja udaję że wszystko jest ok – choć nie jest bo ja ciągle czekam……

Siedzę długo więc aby zagłuszyć wściekłość obserwuję – i cóż takiego widzę….. sprzedawcy Plusa to zwykłe flejtuchy, ich białe koszule nie są prane w wiodących proszkach, vanisza także nie widziały a biel ich koszul to historia, buty maja brudne, znoszone z zadartymi czubkami – taka Plusowa moda???

Wchodzi gość i wcale nie siada bo oto …. plummmmm – jego numerek, a ja czekam…..

Klient posiadający numerek tuż przede mna wyraża swoje niezadowolenie i mówi, że ma 94 numerek a czeka długo i w tym czasie zostały załatwione już wszystkie wyższe numerki, na co dostaje elokwentną odpowiedź pana sprzedawcy, że numerki wybiera automat. I tu mnie szlak trafił – głośno wyraziłam swoja opinię, iz siedzę tu juz prawie godzine i widzę, że automat dziwnie wybiera numerki które chcą zawrzeć umowę, natomiast skrzętnie omija numerki które juz umowę zawarły – czyżby automacik się zepsuł czy tak został zaprogramowany?????

Po godzinie i 15 minutach upragnione plummmm – mój numerek – zajęłam flejtuchowatemu panu 3 minuty!!!! cennego czasu po czym wyszłam wkurwiona z postanowieniem, iż nie przedłużę umowy z siecią Plus, jak tylko skończy mi się umowa to pożegnam całe to szanowne towarzycho.

Nie chcę mieć nic wspólnego z ludźmi którzy nie sznują mnie i mojego czasu, tylko dlatego, iż chyba „ogłupłam” zawierając z nimi umowę.

Wydawałoby się iż długoterminowy, sprawdzony i solidny klient powinien być pożądany i wartościowy dla każdej instytucji, ale to niestety nie dotyczy Plusa, tam szanuje się i zabiega tylko o świeżego klienta, stary jest traktowany gorzej niż zbrodniarz który przychodzi, zawraca dupę i zabiera cenny czas podczas kiedy jak zawarł już umowę to niech siedzi w domu, płaci rachunki, i nie zadaję zbędnych pytań.

Chory mózg

Koty obsiadają ponoć wszelkie złe i podejrzane miejsca. Mój osobisty kot ostatnio upodobał sobie spanie na mojej głowie????

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że posiadam w domu osoby chore na głowę ale mnie w tym towarzystwie nie ma!!!!! a mój kot się myli i śpi w zupełnie niewłaściwym miejscu i kot po prostu na pewno jest zepsuty.

Wyjaśniam, że spanie z kotem na głowie jest nie fajne a już myśl, że coś z tą głową nie tak to już w ogóle.

Z tego oto miejsca chciałam zaprotestować i zgłosić do reklamacji uszkodzonego kota który uparł się że w tym domu to ja mam coś z głową oraz rodzinę która twierdzi chórem że kot ma rację i koty się nie mylą .

A ja uważam że nasz kot jest uszkodzony i proszę o „natentychmiastową” naprawę zepsutego kota.

Dziękuję bardzo za pozytywne załatwienie reklamacji.

Pogodowy kalejdoskop

Co jest z tą pogodą w jeden dzień 30 stopni i parno jakby za chwilę miało „lujnoć” oczywiście mimo wszelkich znaków na niebie i ziemi wcale nie „lujło” w związku z czym nie poszłam na cmentarz jak planowałam – nie żeby sie tam położyc tylko aby zapalić lampion u mamy na dzień mamy, na drugi dzień deszcz z gradem, błysko, pada i w ogóle taka huśtawka pogodowa.

A tu człowiek zdjąłby te szmaty z siebie ubrał się lekko a nie ciągle w jakiś sweterkach, ubrałby klapeczki bo takie piękne sobie kupiłam i wcale nie mam okazji ich ubrać bo ciągle pogoda nie jest odpowiednia.

Jakaś dziwna moda u facetów – otóż oni zapuszczają sobie coś (chusteczka wie jak to nazwać)  w miejscu tuż pod dolną wargą taka mała kępka czegoś, czasem przechodzi to w cieniutką kreskę na środku brody. Ostatnio widziałam faceta z takim modnym zarostem w siwym kolorze – wyglądał jakby się opluł i zapomniał wytrzeć – bleeeeee