Miesięczne Archiwa: Lipiec 2009

Powrót

Moje dziecko powróciło szczęśliwie zdrowe i całe z wojaży i co dziwne w czasie całego pobytu nie było żadnego telefonu ze skargą na moją córeczkę. Czyżby szło ku lepszemu….

Oczywiście żeby nie było organizator obozu znowu dał plamę – w kartce informacyjnej którą otrzymałam pisze jak byk – powrót dzieci 30.07.2009 r. o godz. 21:57 i żeby nie wynalazek zwany telefonem komórkowym to właśnie w czwartek wyszłabym po dziecko na dworzec, chyba tylko po to żeby posiedzieć na dworcu – w końcu to nie lada frajda posiedzieć na brudnym i obskurnym dworcu wieczorową porą….

Ale dziecko zadzwoniło w z wiadomością w środę, że się pakuje i właśnie będą jechać na dworzec – na co matka elokwentnie zadała pytanie – to co wy będziecie ponad 24 godziny jechać tym pociągiem!!!!!!! – na co dziecko, też elokwentnie, że na kartce jest błąd i oni wracają 29 lipca a nie 30 lipca jak jest napisane. A co by było gdyby nie telefony komórkowe????????

Zła decyzja?

Poszłam do fryzjera ale nie do Sebastiana tylko tym razem do Violetty.  Oczywiście żeby nie było – jak zwykle jestem niezadowolona.

Kazałam zrobić się na brąz (bo podoba mi się ten kolor) ale chyba nie była to najlepsze decyzja – jakoś żle się czuję w takim ciemnym kolorze, może się przyzwyczaję. Poza tym Violetta mnie ścieła tak jakby w ogóle nie ścieła i ogólnie rzecz biorąc to kicha. Mój maużon twierdzi że u mnie to norma, jeszcze nigdy nie byłam zadowolona z pracy fryzjerów – i niestety ma rację.

Muszę poszukać sobie jakiegoś innego fryzjera, próbowałam szukać na forum Szczecina porad innych dotyczących kunsztu sztuki fryzjerskiej ale nic ciekawego tam nie znalazłam.

Poza tym mimo trwającego urlopu zostałam wezwana do pracy – wiem jestem niesłowna mówiłam, że nie będę odbierać telefonów z pracy ale stało się – ślepa i zaferowana latająca po sklepie z szmatami baba nie dojrzała kto dzwoni i odebrała – teraz poniosę surowe konsekwencje, muszę stawić się w pracy i zrobić sprawozdanie. Z dugiej strony można na to spojrzeć też i tak, że jestem niezastąpiona i potrzebna i to miłe choć troche uciążliwe.

Co z tego będę miała? – uścisk dłoni i wdzięcznośc kierownika – może uda mi się wytargować jeden dzień urlopu więcej.

Jak przejechać się pociągiem

Dziecko moje pojechało na obóz, choć ze względu na wyniki szkolne nie zasłużyło – ale pojechało. Jeszcze na razie nie tęsknię, cieszę się ciszą, spokojem i brakiem nerwów i stresów.

Wybór biura podróży w którym kupiliśmy obóz okazał się nie do końca szczęśliwy. Każdy obóz który wybraliśmy miał wyjazd z innego miasta niż Szczecin czyli np. z Poznania, Wrocławia itd. Nooo totalna kicha mnie interesował wyjazd ze Szczecina bo tutaj właśnie mieszkam. W końcu pani znalazła wyjazd ze Szczecina i choć szału nie było – wybraliśmy.

Potem czekaliśmy na fakturę około miesiąca – po dwóch monitach otrzymaliśmy fakturę i pani przepraszając nas ogromnie poinformowała, że wyjazd organizuje kto inny oni tylko pośredniczą – to co to jest bulwa za biuro podróży które zajmuje się pośrednictwem????? zamiast organizowaniem podróży.

Konkretne informacje na temat wyjazdu tzn. gdzie ma być zbiórka i o której dostaliśmy na 3 dni przed wyjazdem.

Na dworcu musiałam sobie poszukać peronu z którego odchodzi pociąg – udało mi się znaleźć choć nie powiem nie było łatwo bo co innego pisało na rozkładzie jazdy przy kasach a co innego podawała tablica świetlna, ale nie będę upierdliwa co tam w końcu taka jest szara rzeczywistość PKP.

Na peronie udało mi się dorwać pana który był patronem grupy, choć tu też nie było łatwo bo w kierunku Zakopanego jechało kilka grup. Wagon miał być oznaczony jako wagon kolonijny – nie był, ale wzięłam azymut na opiekuna grupy i udało mi się trafić do odpowiedniego wagonu, a zaznaczam, że pociąg był dosyć długi bo składał się z więcej niż 10 wagonów.

Pakując dziecko do wagonu (bo opiekun grupy po prostu sam dupę usadził) starałam się dowiedzieć czy cały wagon jest grupy czy tylko ograniczona ilość przedziałów, bo nie mogłam dziecka usadzić w żadnym przedziale gdyż wszystkie były po prostu zajęte. Pan poinformował mnie, że faktycznie grupa zajmuje tylko 5 przedziałów i łaskawie zaczął organizować miejsca dzieciakom w przedziałach.

W tym czasie pociąg sobie ruszył (aby nie było wątpliwości razem ze mną) mnie opadł blady strach – nosz kurwa blada pojadę do Zakopanego z dzieckiem. I już w głowie jak w komputerze baza danych rozpoczęła pracę, kurwa najbliższa stacja to chyba Poznań, ja pierdolę stracę cały dzień na podróże. Ale pan przewodnik grupy uspokoił mnie łaskawie, iż pociąg zatrzymuje się także w Dąbiu (dla nie Szczecinian to dzielnica Szczecina).

Oczywiście nabuzowana jak stary piec dotarłam do Dąbia gdzie wysiadałam w pośpiechu aby znowu nie zostać porwaną przez Polskie Koleje Państwowe czyli w skrócie PKP w siną dal, pan przewodnik chyba poczuł swoją winę za zaistniałą sytuację przyleciał powiedzieć mi do widzenia, ale mnie juz to waliło, najważniejsze dla mnie było wydostać się z tego pociągu bo naprawdę obiawiałam się iż nie zdąże wysiąść.

Więcej już nie skorzystam z usług tego biura pośrednictwa podróży. Modlę się i mam nadzieję , że nie pogubią dzieciaków, nic im się nie stanie i dzieciaki szczęśliwie po udanych wakacjach dotrą do domu.

Tak mi dopomóż Bóg.

Chory kot???

Kot się znowu zepsuł – czy to jakaś kocia choroba gdy kot wysypie piasek z opakowania i na to wszystko z gracją i kulturalnie nasika chociaż kuweta stoi tuż obok????

Mój kot właśnie to uczynił choć nigdy do tej pory mu się to nie zdarzyło. Trochę jestem zaniepokojona tym zachowaniem, bo nie wiem czy może się na nas obraził i złośliwie „najszczał” obok kuwety, czy może upał mu padł na mózg – nooooo sama nie wiem.

Bo to chyba normalne nie jest, mam juz kota ponad 10 lat i do tej pory było to grzeczne i dobrze wychowane kocisko przynajmniej pod względem załatwiania potrzeb „filozoficznych” jak mawia Ferduś Kiepski.

I kto mi naprawi skutecznie kota tak aby już więcej tego nie zrobił, no bo niby jak naprawić tak zepsutego kota. A może to już starość ile właściwie taki 10-letni kot ma lat przeliczając to na kocie lata?????

Co tak śmierdzi

Zgłaszam postulat o karanie ludzi roznoszących fetor i aromat niemytego ciała – może być mandat ale wysoki!!!!

Zawsze staram się minimalnie korzystać z komunikacji miejskiej, właśnie przypomniałam sobie dlaczego.

Ludzie to niemyte świnie, flejtuchy, chamy i prostaki . Poruszając się środkami komunikacji miejskiej można zostać uduszonym wyziewami niemytych osobników w obliczu prawa i żadna kara za to nie grozi.

Do tramwaju w którym byłam zmuszona przebywać  wsiadła jakaś śmierdząca świnia, wydająca duszący odór, iż nawet gdybym posiadała maskę przeciwgazową wcale by mi nie pomogła.

Oczywiście, że się rozglądałam za źródłem zapachu „specyficznych perfum” ale nigdzie moje oko nie zahaczyło żadnego menela który mógłby się pokusić o zatruwanie środowiska i powietrza, wszyscy pasażerowie wydawali się być normalni. Czyli co? – zwyczajni ludzie bojący się panicznie wody i mydła tzw. brudasy, ale na miłość boską ileż się trzeba nie myć aby wydawać taki odór.

Swoją drogą w tramwajach powinna być wielka tablica z napisem ostrzegającym przed nieświeżym powietrzem a w cenę biletu motorniczy powinien wydawać maski przeciwsmrodowe gratis.

Ludzie śmierdzą nie tylko w środkach komunikacji miejskiej, capią na ulicy, w pracy i …. właściwie wszędzie.

Czy ktoś miał kiedyś okazję wejść np. do przymierzalni w sklepie po laluni która akurat coś przymierzała – ale wychodząc zapomniała zabrać ze sobą swojego smrodu…..

Nie jestem rasistką ale w tym wypadku mój nos zdecydowanie jest za tym aby śmierdzieli tępić, karać i np. pokazywać publicznie, może to skłoniłoby zdeklarowanych wrogów wody i mydła do ich używania….

Wycieczka

Pokonałam na rowerze 30 km, w jedną stronę 15 i w drugą 15 czyli razem 30 km - proszę o aplauz!!!!. Oczywiście dzięki tej wycieczce nie schudłam ani grama, waga nie drgneła i nie wiem o co chodzi!!!!!

A to miało być przyjemne z pożytecznym, czyli wysiłek fizyczny miał też być elementem zrzucenia sadła, które uzurpuje sobie prawo do przebywania z moim ciałem i za żadne skarby nie chce sobie odejść. Myślałam, że zostawię je gdzieś w lesie ale ono postanowiło dzielnie ze mną zostać. Niech nie liczy na to, że uszanuję jego wolę. Co ono sobie głupie myśli, że ja je lubię – nie!!!! nikt nie lubi sadła. Precz z sadłem!!!!

Miałam nadzieje, że po takiej wycieczce to już będę sucha jak trzcinka a tu dupa. Oczywiście po takim wysiłku fizycznym jestem cała obolała bolą mnie wszystkie części ciała ale jestem z siebie dumna, co prawda moja dupa jest chyba innego zdania, dla niej wcale nie jest fajnie i ok – ale to osobny rozdział….

Wycieczkę odbyłam w celach towarzyskich, czyli po prostu pojechałam do koleżanki która mieszka za miastem na kawę. Obejrzałam ogród – piękny, i trochę jej pozazdrościłam bo dom stoi na skraju lasu, piękne otoczenie. Mieszkając o tej porze roku w takiej okolicy to jakby się miało wakacje non stop i w kolorze.

Dziewczyny nawyrywały mi ze swoich skalniaków roślin więc muszę „natentychmiast” jechać na swój spłachetek ziemi aby je wsadzić w ziemię bo inaczej sie zmarnują.

Oglądając ich skalniaki dostałam jakiegoś „szwungu” i obudziła się we mnie dusza ogrodniczki. Też chcę takie piękne skaniaki i będę takie miała w końcu te rośliny rosną na kamieniach więc muszą się mi przyjąć, choć każda inna zielenina posiana przeze mnie nie chce rosnąć.

Może w tym roku to one jeszcze nie będą takie bujne (chociaż kto wie u mnie ziemia torfowa a u nich suchy jak pieprz piach) ale w przyszłym to już będzie „pienknie”.

Oczywiście jak to wszystko nabierze jakiego kształtu i ogłady to nie omieszkam sie pochwalić i wstawie kilka fotek mojej nowo obudzonej pasji.

Bulwa!!!!! jak mam jechać i wsadzić te „kfiatki” jak zaczął padać deszcz i coś błyska (dobrze, że nie grzmi) ….. cholera poczekam …….

Zasłużony urlop

w sobotę pojechałam na dziełkę na grilla – miała być hiszpańska pogoda ale były tropiki w porze deszczowej. Musieliśmy cztery razy ewakuować się z grilem bo jakieś cztery razy ktos z góry lał nam kubłami wodę w posiłek.

Pewnie zbliża sie „zlot gości” (okres) bo dostałam pauera tzn. opanowała mnie nieodparta chęć do pracy w związku z czym utworzyłam skalniak i posadziłam na nim trochę roślin bo wszyscy twierdzą, że te właśnie rośliny rosną nawet na kamieniu więc może i mnie nareszcie coś wzejdzie i będzie rosło, jak się uda to mam już upatrzone drugie miejsce na skalniak.

Poza tym to od dziś właśnie mam urlop wobec czego wyłączam telefon bo nowy kierownik chyba nie zdaje sobie sprawy jaki błąd popełnił dając mi w lipcu urlop.

Od kilku lat nie miałam urlopu w lipcu – dlaczego? bo jest to okres sporządzania sprawozdań półrocznych i lipiec choć to sezon urlopowy obfituje w nikomu niepotrzebne sprawozdania i analizy. Ale nowy kierownik nie jest zorientowany więc wykorzystałam okazję i wzięłam sobie urlop właśnie w tym miesiącu – a coooo niech się dzieje wola nieba…..

Kierowniku kochany telefonu nie odbieram bo zgubiłam i w ogóle jestem na wyspie bezludnej gdzie jest kompletny brak zasięgu – dawajcie sobie chłopcy radę sami – wierzę w was……