Miesięczne Archiwa: Sierpień 2009

Kulawik

Agrafka w tygodniu złamała nogę w kostce i teraz to już właściwie Kulawik a nie Agrafka.

Musiałam zainwestować w trzecią nogę (kulę dla podpory) dla Kulawika, bo choć wszyscy w pracy starali się załatwić pożyczenie od kogoś zbędnej kuli – to się niestety nie udało.

Zainwestowałam 25 zł. w podporę dla mojego dziecka, które stwierdziło, że właściwie to przydałyby się dwie podpory. Lecz zignorowałam petycję, uzasadniając to tym, iże nie opłaca się inwestować w drugą kulę na tydzień czasu, bo 31 sierpnia szyna ma zostać zdjęta, więc nie ma co zapeszać i kusić losu. Jeszcze ślepy los mógłby dojść do błędnego wniosku, że skoro zostało zainwestowane w dwie kule to nie ma co marnować takiego dobytku i następny członek rodziny złamie nogę aby kule zostały maksymalnie wykorzystane.

Na weekend mieliśmy zaplanowany wyjazd do Świnoujścia na trzy dni aby złapać ostatnie być może promienie słońca i poczuć odchodzące powoli lato. Wyjazd z Kulawikiem to już niestety nie frajda.

Na dłuższy spacer z Kulawikiem nie można wyjść, dobrze, że choć do morza mieliśmy niedaleko, ale Kulawik i tak marudził non stop:

- mamo – głodna jestem
- pić mi się chce
- noga mnie swędzi
- noga mnie boli
- nudzi mi się
- chcę loda
- nalazło mi piasku za gips
- siku mi się chce
- itd.

kulawik
Kulawik odpoczywający po wielkim wysiłku jakim było przejście z plaży na promenadę, w nagrodę posila się lodem

kulawik
tu czekamy na posiłek marny zresztą bo składający się z kurczaka z bardzooo brązową skórka, natomiast zimnego w środku, za surówkę robi liść sałaty i do tego brak serwetek i w ogóle daleko do Europy – nie polecam

prom
urok Świnoujścia to przepływający prawie przez samą plażę prom do Ystad

Ciężko…..

Dwa tygodnie po zakończeniu urlopu a mi na plecach dalej siedzi leń – co ja mówię – teraz to juz przynajmniej ze dwa lenie.

Siadając w pracy przy biurku skoro świt – już mi się spać chce, nie pomaga kawa, dwie też nie, spać mi się chce non stop i w kolorze, chociaż będąc na urlopie oczy mi nie zaropiały od gnicia w wyrze do późnych godzin popołudniowych, bo wstawałam w miarę wcześnie, później to chodziłam spać.

W związku z powyższym w pracy ograniczam sie do robienia tylko rzeczy pilnych, wszystko co może leżeć – leży.

Nie wspomnę nawet, że przez te dwa tygodnie udało mi sie nie spóźnić do pracy może ze trzy razy, to chyba nie jest bezpieczne biorąc pod uwagę, że mimo iż nie ma szefa to donosiciele pewnie czuwają, a może przy odrobinie szczęścia też są na urlopie????

Jak wspomiałam Szef się urlopuje,  więc w pracy rozluźnienie całkowite, okazuje się, że wszyscy (łącznie ze mną) mają nagle do załatwienia kupę niecierpiących „zwłok” spraw w mieście, więc wszyscy są poza stanowiskami pracy i „sprawy służbowe” załatwiają w terenie.

Koniec laby

Nieuchronnie zbliżył sie koniec mojego urlopu. Za trzy przepracowane dni w czasie urlopu wydębiłam jeszcze wolny poniedziałek – reszta przepracowanego czasu jest „ku chwale ojczyzny” i za mocny uścisk dłoni kierownika.

W czasie urlopu nigdzie nie byłam, nic nie zrobiłam chociaż planowałam umycie okien – nie chciało się, jednyna rzecz jaką wykonałam to założenie dwóch skalniaków na działce i jednego klombu z ziołami.

Oczywiście wcale nie zamierzam póki co przepędzać lenia który we mnie siedzi – a co tam niech on też ma wolne – jak rozpocznę pracę i codzienny kierat to być może leń sam się usunie w cień.

Po upalnych dniach nastąpiło lekkie ochłodzenie i spadł deszcz. Nawet natura mi sprzyja, nie będzie mi może tak żal wracać do pracy, chociaż nie będzie lekko.