Miesięczne Archiwa: Wrzesień 2009

Szum medialny

Szum jaki wytworzył się wokół Alicji Tysiąc sprawił że i ja chcę dołożyć swoje trzy grosze i chcę wyrazić swoje zdanie w tym temacie.

Kościół (a może raczej jego szanowny przedstawiciel) w ostrych słowach potępił Alicję za to iż śmiała walczyć o swoje życie i zdrowie prosząc o aborcję. Zapomniał jedynie o tym, iż Bóg stworzył człowieka jako istotę rozumną, która posługując sie rozumem będzie miała szansę naprawić ewentualne błędy jakie powstały przy stworzeniu świata. Bóg także obdarzył człowieka i zwierzęta czymś takim jak instynkt samozachowawczy.

Jednym z instynktów jest obrona w obliczu zagrożenia swojego życia i zdrowia i w Alicji właśnie obudził sie owy instynkt kiedy otrzymała informację, iż ciąża może stać się zagrożeniem dla jej zdrowia. Wobec powyższego logicznym wydaje się decyzja o aborcji.

Instytucja kościoła jednak ma swoje zdanie na ten temat. Kobieta dla hierarchów owej instytucji jest narzędziem i naczyniem do stworzenia nowego życia. Trochę szkoda gdy naczynie się trochę lub całkiem zepsuje przy tej czynności, ale cóż „niech się dzieje wola nieba z nią się zawsze zgadzać trzeba…” – w końcu na świecie jest masa innych zdrowych i nieuszkodzonych naczyń gotowych spełnić swoją misję.

Pytam się jakie prawo ma ktokolwiek aby decydować o moim życiu lub zdrowiu…….

Jeżeli istnieje możliwość uniknięcia nieszczęścia to należy z tego skorzystać bo tak zostaliśmy stworzeni przez stwórcę a nie ślepo zgadzać się z herezjami wygłaszanymi przez nawiedzonych ludzi.

Przy tym całym zamieszaniu wokół Alicji przypomniało mi się zdarzenie jakiego byłam bohaterką kilka lat temu. Otóż w okresie przedświątecznym przystępując do spowiedzi trafił mi sie kaznodzieja dociekliwy jak rasowy śledczy, któremu nie wystarczyło moje wyznanie grzechów, skrucha i gotowość do pokuty. Kaznodzieja o zacięciu prokuratorskim zadał mi kilka dodatkowych pytań typu:

- a dzieci masz
- mam
- ile
- dwoje
- to pewnie się zabezpieczasz?

i tu uświadomiłam sobie, że się zabezpieczam – co jest niestety niezgodne z doktryną kościoła choć zgodne z moim sumieniem, które nie pozwala mi posiadać więcej dzieci bo wśród wielu innych powodów i przyczyn tej niechęci nie stać mnie na więcej dzieci, a nie chciałabym aby ciężar utrzymywania mojego ewentualnego licznego potomstwa spoczywał na innych, nie przyjmuję do wiadomości także chodzenia od drzwi do drzwi (pomijając oczywiście drzwi kościelne gdzie żadnej pomocy finansowej nie otrzymałabym) prosząc o zapomogi, zasiłki, paczki żywnościowe itp.

Oczywiście w momencie uświadomienia mi, że jestem jawnogrzesznicą (jakoś do tej pory nigdy tak o sobie nie myślałam) kolejka za mną (prawie jak w mięsnym w okresie świąt) mogła zapomnieć o przystąpieniu do spowiedzi. Bowiem w tym dniu byłam ostatnią grzesznicą która miała możliwość wyspowiadania się. 

Jedną z wielu licznych zadanych mi pokut było usunięcie w trybie „natentychmiastowym” spirali która miała uchronic mnie przed posiadaniem większej ilości potomstwa.

Oczywiście pozbyłam się spirali….. (bo minął termin jej ważności) i założyłam sobie następną.

Wobec powyższego od tej pory moja obecność w kościele ograniczyła się do uczestniczenia w mszy około 4-5 razy w roku, pomijając spowiedź do której więcej nie przystąpiłam bo szanowny spowiadający wzbudził we mnie poczucie winy za wszystkie zabite przez moją spiralę plemniki.

Skoro jestem grzeszna to też i nie bywam tam gdzie mnie nie chcą. Z Bogiem mogę sobie porozmawiać bez obecności pośredników kościelnych.

Szkoda mi tylko Alicji bo tym szumem medialnym robi się krzywdę jej i jej dziecku, które prędzej czy później uświadomi sobie, że matka chciała go usunąć i co wtedy….. czy zrozumie, że to było tylko uwarunkowane instynktem, a nie brakiem miłości, a może dziecko poczuje się winne, iż matka utraciła wzrok (-27 dioprii) w wyniku jego urodzenia. Czy to właśnie jest miłość chrześcijańska – przewracanie i rujnowanie komuś życia do góry nogami, potępianie innych choć samemu nie ma się czystego sumienia – bo w końcu kto z nas może powiedzieć że jest święty i idealny………

A Jezus mówił „niech rzuci kamieniem ten kto sam jest bez winy……”

Psie kupy

Z powodu braku optymalnego połączenia komunikacyjnego lecę do pracy codziennie zimą i latem piechotą.

Trasa przebiega przez park zwany „Jasne Błonia”. O poranku ludziska wyprowadzają swoje ukochane pupile na spacer, gdzie pieski nie tylko wdychają świeże powietrze ale także załatwiają swoje potrzeby. Po załatwieniu przez pieska potrzeby szczęśliwy właściciel ciągnie psa i leci szybciutko do domu bo główny powód dla którego wyszedł o tak nieprzyzwoitej godzinie został właśnie załatwiony.

Zbierających owe kupy po swoich pupilach spotkałam może z 5 osób, natomiast całe pozostałe stado zostawia „kwiatki” – pewnie dla użyźnienia alejek i trawniczków na Jasnych Błoniach.

Latem na trawnikach Jasnych Błoni ludzie grają w piłkę, opalają się lub po prostu siedzą na kocach i czytają mimo, że w trawnikach znajdują się „niespodzianki” pozostawione przez pieski.

Nikt nie reaguje na te aspołeczne zachowanie nawet służby które w zasadzie powinny zwracać uwagę na te nieprawidłowości np. patrole Straży Miejskiej i Policji przechadzające się po parku o różnych porach dnia.

Ja tylko życzę tym właścicielom wszystkich piesków aby sami kiedyś weszli lub usiedli w taką „kupę” i to najlepiej pozostawioną przez własnego pieska.

Ostatnio spotkałam koleżnakę która wyszła z pieskiem wielkości małego kucyka na spacerek w pobliżu torowiska szyn tramwajowych - wybiegu dla okolicznych psów.

Koleżanka posiada mieszkanie wielkości chusteczki do nosa zupełnie nie przystające do posiadania psa tej wielkości, ale ponieważ kocha pieski (szczególnie większe od niej samej) więc trzyma to wielkie stworzenie w tej ciasnocie.

Oczywiście chwilę pogadałyśmy o pierdołach, przy czym zauważyłam, iż koleżanka dyskretnie macha nóżką, która wdepła w kupkę.

Z uroczym uśmiechem stwierdziła, że to na szczęście…….

Pewnie, że na szczęście – tym bardziej jeśli to kupka jej własnego pieska……

Skalniak

Niektórzy mnie molestują aby pokazać skalniak jaki wykonałam na początku lata (dla przypomnienia teraz mamy koniec lata), co prawda wolałabym pochwalić się tym skalniakiem na wiosnę, wtedy mam nadzieję urośnie na nim las roślin – a tak to prezentacja będzie mierna – ale obiecałam, słowo się rzekło.

Oto sam on……..

skalniak

zielnik

to jest klomb z ziołami na którym prezentują się póki co zalążki „marjanka”, tymianek, szałwia, macierzanka, melisa i estragon – póki co są malutkie ale w przyszłym roku to będzie bujny zielnik…..

skalniak

ten sam skalniak tylko z nieco być może korzystniejszej strony
kwiaty

a to autorka tego dzieła na tle „kfiatów” bo to odpowiednie tło dla niej….

Kobieta z zasadami

Jak zostać cnotliwą kobietą do 44 lat?

Trzeba mieć zasady i wytyczone punkty, których należy się konsekwetnie trzymać.

Punkt 1 – sex dopiero po ślubie…..

Jak brzmią punkty 2-10 – nie wiadomo – nikt nie przekroczył punktu Nr 1

Krysia istnieje naprawdę i jeśli jej wierzyć (a nie ma powodu żeby nie) jest cnotliwa i uparcie obstaje przy swoim, że sex dopiero po zaślubinach.

Zaznaczam, że cnotliwa kobieta o której mowa nie jest żadnym koszmarem, czy wiejską babą, może jest „letko” zaniedbana jak to kobieta z zasadami np. zero dekoltów, żadnych ekstrawagancji w ubiorze i makijażu, alkohol wykluczony, kościół co niedziela i takie tam dziwne zwyczaje. Przy odrobinie starań (inna fryzura, zmiana stylu ubierania) Krysia jest ładną kobietą.

Żeby nie było wątpliwości - nie robię sobie z Krysi żadnych żartów - jestem tylko zdumiona i zaskoczona, że współczesny świat posiada jeszcze coś takiego jak 44 letnie dziewice, natomiast czy Krysia obrała słuszną drogę i czy jest z tym szczęśliwa to już jest jej sprawa i jej problem.

Czytelniczy weekend

Koleżanka Eliza pożyczyła mi dwie książki – Monika Szwaja „Gosposia prawie do wszystkiego” i „Tess Gerritsen „Ogród kości” które zostały nie przeczytane a pochłonięte. Czyli weekend spędzony leniwie i tak jak lubię.

„Ogród kości” autorki Tess Gerritsen – jest pierwszą książką tej autorki przeczytaną przeze mnie i zostałam powalona i zdobyta więc od teraz jestem wielbicielką Tess.

Zachwyt nasz sięgnął zenitu, bo wraz z moją koleżanką Elizą po przeczytaniu książki od razu zainteresowałyśmy się inna twórczością tej pani, ale okazało się, że w empiku jest to jedyna dostępna pozycja tej autorki, którą także zachwycił się Stephen King i ocenia Tess jako drugiego Robina Cooka, ja natomiast uważam, że jest lepsza niż Robin, bo jest kobietą, Cook jest facetem (czego się nie da ukryć) więc u niego brak jest kobiecej duszy.

Oczywiście nie spoczęłyśmy na laurach, jak wiadomo brak jakiejś książki w empiku to nie problem, zamówiłyśmy pięć książek bo jedna pozycja jest nieosiągalna – i w piątek będziemy posiadaczkami pięciu książek, które teraz będę oszczędzać i czytać powolutku w jesienne wieczory – nie mogę się na nie rzucić jak lwica, bo co będę czytać w jesienne pluchy.

W piątek książki będą już nasze – podzielimy sie nimi sprawiedliwie – ja biorę dwie Eliza trzy a następnie będziemy sobie pożyczać jak w biblotece publicznej.