Miesięczne Archiwa: Grudzień 2009

Poświątecznie

Oczywiście że się przejadłam w święta jak prosię, brzuch mam pod brodą i mam podejrzenie, że ktoś mi tam wrzucił taczkę kamieni.

Oczywiście że moja waga jest prawie dokładnie taka sama jak w zeszłym roku o tej samej porze czyli zatoczyłam koło – po pełnym poświęceń odchudzaniu wróciłam do punktu wyjścia, czyli jestem na początku drogi i znowu jestem zmuszona pozbyć się wagi i kamieni które zalegają mi w „bębzonie” i zupełnie nie wiem od czego mam zacząć.

A tak w ogóle to nie cierpię świąt i właśnie teraz uświadomiłam sobie dlaczego – obżarstwo jest głównym punktem programu świątecznego a po świętach głównym zadaniem jest pozbycie się zapasów których się narobiło na święta.

W następne święta (zapamiętać i zanotować) wszystkiego o połowę mniej a jeszcze lepiej w ogóle przygotować minimalne ilości jadła i nie obżerać się!!!!!!

W sylwestra żadnego żarcia tylko napoje procentowe i nie procentowe ale tylko napoje – precz z jedzeniem!!!!!!!!

Nasza zima zła

No kto powiedział, że jak grudzień to musi być takie cholerne zimno – ja rozumiem zimno trochę – ale minus 14 stopni to „letka” przesada, żaden cywilizowany człowiek (tzn. „mła”) nie jest przystosowany do takiego zimna i mrozu, ja nie jestem przystosowana bo jestem cywilizowana.

A mówi się o ociepleniu klimatu – tylko gdzie to ocieplenie bo nie u mnie – ja chętnie przywitałabym pogodę np. jak w takim Miami może być nawet w grudniu zamiast śniegu i zimna – a co tam jak szaleć to szaleć.

Marzną mi ręce, twarz dziwnie sinieje, nos chce odpaść i w ogóle to nie mam na stanie żadnej odzieży przystosowanej do takich „sybirowych” mrozów – nie licząc starego długiego do kostek płaszcza (takie kiedyś się nosiło).

Owszem zakupiłam sobie czapkę a łatwo nie było bo czapki w sklepach zupełnie nie są twarzowe, ale przy obecnej pogodzie naprawdę jest mi wszystko jedno jak wyglądam w nakryciu głowy ważne aby było mi ciepło w globus.

Prosze o słońce, słońce, słońce i….. dużo słońca

Przed świętami

Prochy odstawione w związku z czym wysypki nie ma ale jakoś dalej swędzi co prawda w mniejszym stopniu ale jednak, kaszel też tylko jakoś trochę ustąpił wobec czego będę jednak musiała się poważnie zastanowić nad rzuceniem palenie chociaż „letko”nie będzie.

Okna w sobotę pomyłam (a nie chciało się) więc świąteczne przygotowania rozpoczęte ale na myśl o czekających mnie przyjemnościach typu: zakupy,  zakwaterowanie przez najbliższy czas w pomieszczeniu kuchennym odbiera mi dziecięcą radość świątecznej magii świąt.

Jakoś trudno mi czuć magię świąt bo co to za magia naharać sie jak wół, potem się napchać jak indor aby następnie zwalać wagę która dzięki jedzeniu świątecznych ilości jadła wzrosła. No ni jak nie widzę tu magii świąt.

Nie wiem tylko jak rodzina która zaproponowała menu świąteczne które jak co roku jest bogate (zupełnie nie wiem po co) zagna mnie do lepienia pierogów i uszek skoro koleżanka właśnie dzisiaj pożyczyła mi książkę „Dom nad rozlewiskiem” – ale dam im szansę niech próbują ja się będę opierać.

Zwykłe uczulenie

Od kilku dni dokucza mi pokrzywka pospolita, która objawia się tym, iz w wybranych miejscach mojego ciała obsypało mnie czerwonymi i swędzącymi plamami.

Jest to denerwujące bo to że wygląda nieciekawie to szczegół ale cholera swędzi co już nie jest ani fajne ani przyjemne.

Wiadomo jak coś wyskoczyło i swędzi to znaczy się jakieś uczulenie, jeśli uczulenie to musi być jakaś tego przyczyna, wobec tego wszczęłam śledztwo mające na celu rozwiązanie zagadki i ustalenie winnego tego całego swędzącego zamieszania.

Ponieważ trzy tygodnie temu zaczęłam przyjmować nowe leki więc śledztwo zaczęłam od czytania ulotek owych specyfików a w szczególności od momentu „możliwe działania niepożądane”.

A tam czytam i czegóż ja sie dowiaduję …. że i owszem jest możliwy świąd (nie mylić ze smrodem) i wysypka a nawet (o matko boska!!!) łysienie o impotencji nie wspomnę.

Po dalszym przestudiowaniu działań niepożądanych dowiedziałam się także że mogę się też spodziewać kaszlu ….. no proszę a ja się zastanawiam już od dwóch tygodni co za cholera się przyplątała i mnie dusi.

Podejrzewałam nawet o ten duszący gruźliczy kaszel papierosy, nawet coś tam zaczęłam postanawiać aby rzucic ten zgubny nałóg, a tu sie okazuje, że one mogą być zupełnie niewinne w tej całej aferze, a winne są (o ironio!!!) prochy!!!!.

Oczywiście do lekarza też z tym pójdę, ale niestety na dziś to mi się nie udało dostać ale już jutro około 12:30 to mogę poradzić się pani doktor czy te wszystkie objawy mogły spowodować prochy które łaskawie pani doktor mi przepisała, jeśli tak to dlaczego z takim opóźnionym zapłonem skoro biorę już owe trzy tygodnie no i najważniejsze, czy mam odstawić prochy czy nie.

Wołałabym odstawić bo dolegliwości są uciążliwe swędzi, wygląda brzydko i jeszcze ten duszący kaszel przez który i tak w domu jestem szykanowana ze względu na zakłócenia nocne i przy odbiorze np. telewizji, a już w ogóle jakby miało się pojawić łysienie … i ta impotencja to ja cię pietruszę – wtedy to już kaplica – na bank wyrzuciliby mnie z domu.