Miesięczne Archiwa: Styczeń 2010

Nie tak miało być

Wszystko rozumiem, że styczeń, że zima, że zimno ale dlaczego jak było minus 1 to mogłam ugotować zupę na koloryferze a teraz przy minus 18 kaloryfer zdechł i ledwo zipie. A ja jestem mało odporna na zimno.

Jest tak zimno, że we własnym mieszkaniu marzną mi ręce, cały czas organizm kwiczy o paliwo  a ja skwapliwie dostarczam mu to czego chce,  spodnie robią się ciasne (pewnie się sfilcowały w praniu), śpię w dresach, skarpetach i właśnie się zastanawiam, czy może dziś włożyć czapkę i rękawiczki a szalik by też nie zaszkodził.

Pewnie, że dzwoniłam do administracji z pytaniem co się dzieje, czemu nie mogę już nic ugotować na „kalafiorkach” i czemu muszę spać dziwnie ubrana, pan przyjął do wiadomości moje zgłoszenie i…… wróciłam z pracy do domu a tu przywitało mnie w dalszym ciągu zimno, więc pomysł aby na noc ubrać czapkę i rękawiczki nie był taki zupełnie głupi bo w nocy ma być minus 18.

Jutro ponownie zadzwonię i pięknie „podziękuję” panu za interwencję i może dorzucę kilka „miłych” słów dla ogrzania atmosfery i pobudzenia pana do życia.

Sam cukier

No nie mogłam się nawet urżnąć jak powinnam, ten lejący się cukier na imprezie mnie poraził.

Wytrzymałam trzy godziny, zmarzłam jak chuj bo impreza odbyła się na biegunie północnym i mimo, iż było wesoło – przynajmniej mi, to stwierdziłam, że nie będę czekać aż do dożynek wobec czego wyszłam wcześniej.

Oczywiście że znowu było „ale Ty to mnie nie lubisz…” - pewnie że nie lubię i nic w świecie tego nie zmieni, na głos natomiast stwierdziłam iż to on mnie nie lubi, próbował mi bajerdować jak to bardzo mnie lubi co wzbudziło u mnie odruch wymiotny i wypaliłam, że i owszem wiem o tym bo ostatnio przy dzieleniu nagród miałam okazję zostać powalona jego miłością.

Nawet nie dałam mu się wytłumaczyć chociaż nie powiem próbował żałośnie coś powidzieć, odwróciłam się na pięcie z uśmiechem i wyszłam.

I tak oto jestem jak ociemniała nie wiem o której koncert cukrowania się skończył, czy w ogóle cukier się wyczerpał.

W poniedziałek będę musiała zasięgnąć języka u tych którzy zostali do końca i będą w stanie powiedzieć co się działo.

Nienawidzę szefa

Jak w słowach piosenki Big Cyca Nienawidzę szefa ja swojego może nie nienawidzę ale nie lubię.

Po długotrwałych i sukcesywnie słanych donosach (nie przeze mnie) nasz SZEF poszedł w odstawkę mówiąc prościej dostał kopa w dupę. Donosy spełniły swoje zadanie i wcale nie były nieprawdziwe i krzywdzące jak to twierdzi nasz pryncypał.

Nie żałuję że Szef odchodzi bo go nie lubiłam i niestety nie potrafiłam tego ukryć a on w związku z tym też mnie nie lubił co jest zupełnie zrozumiałe. Obawiam się tylko nowego bo wiadomo – nowe nie zawsze musi byc lepsze.

Pośród wielkiego wachlarza (samych) wad prym wiodło zamiłowanie do trunków wysokoprocentowych które to Szef spożywał w dużych ilościach i najlepiej mu smakowało na terenie biura. Po spożyciu był bardzo rozmowny i towarzyski. Jeśli miałam pecha pojawić się na horyzoncie gdy „łony” był w stanie wskazującym zdarzało się, że mnie wołał i mówił „wiem, że mnie nie lubisz..” i tu był problem – na początku moje dyplomatyczne odpowiedzi wymijające bo strach nie pozwalał zaprzeczyć a przekorność i charakter nie pozwalał potwierdzić pogrążały mnie bardziej i bardziej.

Z latami moja dyplomacja i unikanie tego typu sytuacji stało sie bardziej prezycyjne, na tyle, że kilkakrotnie „łony” sam niemal wyznał mi miłość deklarując się, że mnie lubi i przez jakiś czas przy dzieleniu nagród i pochwał czułam jego przychylność. Oczywiście okres był krótkotrwały bo w zamian ja niestety nigdy nie potrafiłam powiedzieć (bez kręcenia i lawirowania) że go lubię. Zawsze znajdowałam głupie i pokrętne odpowiedzi typu „kocham, to tylko męża….. „, „ja tego nie powiedziałam że pana nie lubię itd.”

W swoich uczuciach nie byłam odosobniona ale inni potrafili to ukryć i mieli z tego całkiem niezłe zyski.

W każdym razie on odchodzi do historii z czego nie ukrywam cieszę się. Oczywiście będzie feta pożegnalna którą „łony” urządza w lokalu i ludzi ma być jak na całkiem sporym weselu. Z wiarygodnych źródeł wiem, że też dostąpiłam zaszczytu bycia na tej imprezie chociaż to jeszcze jest pod znakiem zapytania, bo okazało się że ludzi ma być masa w związku z czym impreza została już podzielona na dwie tury dla VIPÓW i dla nas czyli PLEPSU. Ludzi zaproszonych jest ponad 100 osób więc pewnie też będą cięcia i mogę zostać wycięta z listy gości.

I tak się zastanawiam teraz, jak już będę na tej uroczystości to ile musiałabym wypić aby wyznać „łonemu” jak bardzo go „kocham” i „lubię” i podziękować za wszystkie lata w których dał mi odczuć swoją „sympatię” do mnie.

Oczywiście mogłabym nie pójść tam, ale nie pozwala mi na to ludzka ciekawość czy znajdzie się ktoś kto po wprowadzeniu się w stan po spożyciu wyprowadzi go z błędu o jego doskonałości bo on ma świadomość, że wszyscy go kochają i lubią a na dodatek jest jedynym sprawiedliwym i uczciwym człowiekiem na kuli ziemskiej.

Witamy cię zimo

Wszyscy wiedzą o tym, że zima zaatakowała – wie o tym cała Polska, co ja plotę o tym wie cały świat, ale nie wiedzą o tym służby porządkowe i dozorcy w moim mieście.

Moja dzisiejsza droga do pracy polegała na brnięciu w zaspach w których zapadałam się i ślizgałam po nieodśnieżonych ulicach i chodnikach, dotarłam do pracy spóźniona ale za to w jednym kawałku bez połamanych kończyn i stłuczonych innych części ciała.

Służby porządkowe i dozorcy w moim mieście pewnie śpią snem zimowym misia i nie kazały się budzić do wiosny a  moje ewentualne połamane kończyny i stłuczenia ciała mają w czarnej dupie.

Wstawać łapserdaki!!!!! bo chciałabym jutro dotrzeć do pracy w jednym kawałku, a jeśli zima jednak nie ustąpi w jedną noc a zaatakuje ze zdwojoną siłą to jutro może mi się już to nie udać.

Nowy rok

Nowy rok nastał i żadnych drastycznych zmian nie zauważyłam, zmarch mi nie przybyło, stan moje konta też nie wzrósł (a szkoda), śliczna jak byłam tak jestem, jest co najwyżej mnie trochę więcej ale tylko trochę i jak przetanę się obżerać i niszczyć poświąteczne i posylwestrowe zapasy to mam nadzieje że wrócę do normy.

Po obżarstwie jedyny dyskomfort jaki mi dokucza to wzdęcie, ciągle czuję balon i brzuch mam jak ciężarna w piątym miesiącu ciąży i wierzcie mi a nie reklamie bo reklama kłamie – żadna tam activia nie pomaga jeśli pomaga to tylko tej pani z reklamy – i chusteczka z nią bo jak jaka głupia uwierzyłam reklamie i chlałam ją to i tak dalej jestem wzdęta jak nadmuchana żaba (żaba bez urazy).

A teraz idę się położyć i pomyśleć co z tym całym poświątecznym dobrobytem jaki mi pozostał w postaci wzdęcia, większej masy ciała mam zrobić.

I oby coś mi przyszło do głowy bo jak nie to……..to będę grubą, opasłą, wzdętą i nieszczęśliwą „kobietkom”.