Miesięczne Archiwa: Marzec 2010

Dzieci i ich niespodzianki

Godzina 8:45 rano dzwoni telefon, „paczę” a tam nieznany mi numer – ocho (myślę sobie) NIC DOBREGO pewnie jakiś konsultant Plusa lub inny gość chcący mi wcisnąć jakiś kit.

Odebrałam mimo wszystko ale okazało się, że nie było warto, trzeba było udać, że nie słyszę dzwonka – bo to była pani wychowawczyni ze szkoły mojej UKOCHANEJ CÓRECZKI.

Jak się „kobita” przedstawiła pomyślałam sobie – nie jest dobrze – pani na pewno nie dzwoni ze spóżnionymi życzeniami w związku z moimi niedawnymi urodzinami, na pewno nie chce też powiedzieć mi jakie to mam wspaniałe i cudowne dziecko.

Pomyślałam sobie będę twarda – „najsampierw” wysłuchałam jak to moje SZCZĘSCIE olało klasowe wyjście do kina i nie dość, że się spóźniło na seans to jeszcze prawie że zażądało zwrotu pieniędzy, po czym ostentacyjnie poszła ch….. wie gdzie.

Następnie pani zapytała mnie gdzie jest moje dziecko BO W SZKOLE JEJ NIE MA – nigdy nie wiem co mam wtedy powiedzieć bo sama czuję się jak uczeń który właśnie dostaje burę od pani w szkole, wobec powyższego głupkowato pytam się pani A W SZKOLE JEJ NIE MA??

No właśnie nie ma – rezolutnie odpowiada wychowawczyni – durnowato coś tam zaczęłam się plątać aby szybko zakończyć rozmowę ale tak naprawdę to zagotowało się we mnie jak w wulkanie i myślałam że wybuchnę.

Taka wrząca i gotująca dzwonię do córeczki i przybierając jak najmilszy ton pytam: „gdzie jesteś kochanie”, jak to gdzie odpowiada żmija W SZKOLE………

Osz ty w te i we w te, nie przebierając w słowach wyjaśniłam żmii, że właśnie miałam telefon ze szkoły i tam twierdzą że jej nie ma. Nie dopuszczając do słowa kłamczuchy nakazałam jej „natentychmiast” pipppppppp….. do szkoły.

Za dziesięć minut żmija dzwoni i melduje, że właśnie jest w szkole……..

I co ja mam zrobić …….. przecież nie wyrzucę jej z domu chociaż jak jeszcze raz wykręci jakiś numer to ją wydziedziczę……

Stary pesel

Wielkie mi rzeczy – i co z tego, że MÓJ PESEL posunął się rok do przodu.

Bardzo próbowałam o tym zapomnieć ale nie pozwolono mi, jak na złość WSZYSCY nie tylko rodzina pamiętali o tym fakcie, że MAM STARY PESEL.

W pracy planowo miałam prowadzić szkolenie z jednostkami terenowymi – a oni zamiast jak należy wysłuchać co mam do powiedzenia – urządzili mi fetę z życzeniami 100 lat, kwiatami i prezentami.

Owszem nie powiem to było miłe, że pamiętali ale przypomnienie mi o tym, iż mam stary pesel wprawiło mnie prawie w stan depresji.

Mogłabym sobie w tym szczególnym dniu zrobić listę życzeń ale moja lista też ma ograniczone możliwości, bo niby czego może sobie życzyć stary pesel:

- 100 lat w zdrowiu i młodości? – niewykonalne, 100 lat na pewno nie dożyję, zdrowie lada chwila zacznie się sypać a uroda i młodość przeminęły z wiatrem

- fortuny i bogactwa? – „ni dy rydy” jak się do tej pory nie dorobiłam to teraz tym bardziej nie stanę się właścicielką willi z basenem i kilku wypasionych fur w garażu

- szczęścia? – nie ma o czym mówić do tej pory zjawisko zwane szczęściem mnie nie rozpieszczało to niby dlaczego teraz ma się to zmienić.

- spełnienia marzeń? – a komuś w ogóle spełniają się marzenia

Doprawdy wachlarz życzeń też jest ograniczony idę się po prostu upiję i zapomnę o tym że ten dzień jest, udam, że go nie ma i gitara.

Gdzie wiosna?

Czekam na wiosnę ale ona bidula zbłądziła i znowu zagościała zima z opadami śniegu i przymrozkami.

Oczywiście się przeziębiłam i jak zawsze w takich przypadkach mam sexsowny nosowy głos, i w ogóle ociekam sexsapilem.

Dieta idzie opornie i stwierdziłam, że płacę tej kobiecie ciężką forsę za rady co mam jeść i za przepisy które mi daje abym nie umarła z głodu, że postanowiłam, iż podzielę się z Wami tą wiedzą.

Z prawej strony pod hasłem Odchudzaj się – przepisy można zobaczyć co należy spożywać a czego nie i jak gotować aby potrawy nie wchodziły nam w „biedra” i gdzie indziej.

Przepisy będą dopisywane sukcesywnie co pozwoli także mi jak skończę dietę i będę już mogła od czasu do czasu pogrzeszyć nie zapomnieć, że odżywiać mam się zawsze zdrowo bez smażenia, smalców i tych wszystkich pysznych rzeczy.

A jednak….

Cofam i odszczekuję oszczerstwa z poprzedniej notki – bo okazuje sie, że faceci owszem ćwiczą kciuk na pilocie ale przydają się też w gospodarstwie domowym np. do naprawienia pralki która akurat w weekend odmówiła posłuszeństwa i ogłosiła strajk.

Osobisty facet zajrzał do owej i znalazł w filtrze przedłużkę do MOJEGO stanika – no i co takiego wielkie mi rzeczy,  musiałam sobie kupić żeby mnie stanik nie pił.

Owszem po zagubieniu około dwóch tygodni temu owej przedłużki próbowałam jej szukać NAWET W FILTRZE PRALKI ale moje starania nic nie dały wobec tego zakupiłam sobie nowe (dwie) na wszelki wypadek bo moje usilne próby nie spowodowały niestety, że mogłabym się bez owej przedłużki obejść.

Pralka bo wyjęciu z filrta mikroskopijnej szmatki która utrudniała jej pracę pochodziła chwilę po czym znowu odmówiła współpracy i woda z niej zaczęła wyciekać.

Maużon po dietetycznym obiadku ponownie przystąpił do dyscyplinującej rozmowy ze sprzętem domowym i odkrył, iż w wężu pralki w zupełnie mało dostępnym miejscu zrobiła sie dziurka przez którą wycieka woda.

Obyło się bez fachowca i wędrówkach po sklepach w celu zakupienia węża bo wiadomo POLAK POTRAFI, wąż w miejscu przecieku został odcięty i ponownie zamocowany.

Pralka pracuje i mruczy może trochę dziwnie ale spełnia póki co swoje zadanie. Nowej nie będzie bo ta jeszcze ma czas do emerytury, młoda koza ma dopiero 7 lat a w związku z brakiem kasy w budżecie przedłużam jej okres emerytalny do lat 20 i basta.

Trochę zdesperowana podjęłam kroki BO WIOSNA IDZIE i zaczęłam się odchudzać z pomocą dietetyczki I PO 5 DNIACH WAŻĘ 1,5 kg, mniej.

Napięcie

Do czego służyli faceci gdy nie było TV a szczególnie PILOTÓW do TV – pewnie kompletnie do niczego.

Teraz dzięki PILOTOWI mogą wprowadzać w stan wrzenia swoje żony, partnerki i inne osoby które wspólnie z nim oglądają TV, ale choćby współoglądający chciał coś oglądnąć to niestety „ni dy rydy” facet ćwiczy palec na PILOCIE i skacze po kanałach serwując nam kalejdoskop migających obrazów i powodując np. u mnie oczopląs pospolity co doprowadza mła do białej gorączki.

A ja mam napięcie przedmiesiączkowe, w związku z czym jestem napięta jak baranie jaja i takie ćwiczenie mojej cierpliwości jest co najmniej ryzykowne ze strony mojego faceta.

Upuszczenie CUDZEJ NOWIUTKIEJ ŚLICZNEJ KOMÓRECZKI kosztuje mnie tylko 80 zeta – czyli szczęście w nieszczęściu, szczęście, że udało się naprawić, nieszczęście, że wypadła mi z „łapów”.