Miesięczne Archiwa: Listopad 2010

Skąd ja panią znam?

Wczesny deszczowy poranek, z zaropiałymi i zapuchniętymi jeszcze od snu „oczyma”, co siłą rzeczy ogranicza moje pole widzenia  które jest skupione tylko i wyłącznie na kierunku PRACA, odrywa mnie z otępienia głos niezupełnie mi nieznajomej pani idącącej z naprzeciwka która mówi „dzień dobry” …… odpowiadam grzecznie „dzień dobry” … i konsternacja – znam panią oczywiście nie w tym problem, problem w tym, SKĄD JA TĄ PANIĄ ZNAM???

- może to pani sprzedawczyni z pobliskiego sklepu
- a może pani z apteki
- a może była lub obecna nauczycielka Gwiazdy
- a może dawna koleżanka ze szkoły… tylko z jakiej?
- a może to bliższa znajoma…. i należało zagadać, a w ogóle czy jestem z nią na Ty czy na pani?
- a może, a może, a może……..

Cholera skąd mam wiedzieć skoro Alzheimer puka do mych drzwi i nie pozwala skupić się umysłowi.

Starość to już?  – eeee – chyba nie – już wcześniej też mi się to zdarzało.

Czyli norma……

To by było na tyle nie licząc tego, że pada śnieg, jest zimno, jest tak zimno, że zmarzł mi garnek w związku z czym jutro koniecznie ale to koniecznie muszę nie zapomnieć włożyć czapki mimo że nie wyglądam w tym przyodzieniu wyjściowo, ale trudno nie zawsze można wyglądać jak milion dolarów.

Wyjazd

A ja znowu mam podróż służbową tym razem jadę na szkolenie do Ryni.

No i komu te szkolenia są potrzebne, przecież to tylko bezcelowe szwendanie się po Polsce.

Na zadawane konkretne pytania – brak konkretnej odpowiedzi, jak w polityce, kręcenie, udawanie, że się wie a tak naprawdę to gówno się wie.

Ale mus to mus w końcu to są tzw. obowiązki służbowe, w końcu co za różnica czy spędzę je w pracy czy w jakimś innym miejscu, pogoda i tak nie będzie sprzyjać, bo jest JESIEŃ A WŁAŚCIWIE PRAWIE ZIMA i wyjazdy nie są takie fajne jak wtedy kiedy jest ciepło, słońce i PEŁNIA LATA.

I może być pięknie

Oczywiście się nie zalałam w trupa….. w ogóle się nie zalałam, bo ja właściciwie to nigdy sie nie zalewam taki ze mnie „mienczak” alkoholowy -  żenada.

Ale za to ostatnio usłyszałam komplement od koleżanki pracowej której nie lubię ale po tym „komplimencie” ma u mnie dużego plusa – otóż stwierdziła ona, że wyglądam jak podlotek – i mam nadzieje, że to w tym pozytywnym aspekcie. Może ją polubię.

A dawno nie widzany kolega ZAUWAŻYŁ ŻE MIZERNIE WYGLĄDAM, i to nic, że wcale nie był zachwycony, bo uważa, iż  przedtem zanim zmizerniałam wyglądałam lepiej ważne że ZAUWAŻYŁ, znaczy, że efekt widać. I JEST „PIENKNIE”.

I to na tyle dobrych wieści – zła jest taka, że od jutra nie będę już mogła w obliczu prawa truć bliźnich, to gdzie ja teraz będę mogła uskuteczniać sport zwany paleniem tytoniu……..

Po co żyć

Życie nie jest „letkie” i dało mi to wyrażnie odczuć ostatnimi czasy dając mi parę kopniaków może już nie w tłustą dupę.

Pomijam fakt, iż aura mnie ostatnio nie rozpieszcza traktując mnie systematycznie obfitymi deszczami, a przecież kupiłam sobie śliczne kozaczki których przez ten wredny deszcz nie mogę założyć bo są zamszowe.

Bezsensowna zmiana czasu która nie wiadomo mi w jakim celu jest regularnie kontynuwana (bo przecież nie z przyczyn oszczędnościowych jak twierdzą ci co tą głupawkę zainicjowali, żadnej oszczędności to nie daje) doprowadza mnie do czarnej rozpaczy, wstaję ciemno, wracam z pracy ciemno, no czuje jak życie ze mnie wycieka bo z powodu tej ciemnicy NIC MI SIĘ NIE CHCE.

W pracy znowu „życzliwy” parszywiec sobie przypominiał, że dawno nie doniósł, nie zrobił świństwa, wobec powyższego padło na mnie. Dzięki parszywa świnio, iż sprawiłeś, że przypomniałam sobie, że jeszcze żyję.

Oczywiście gwiazda też dopilnowała abym się nie nudziła w związku z czym znowu nawywijała w szkole (nieobecności, złe oceny). Pani wychowawczyni  swoim telefonem przypomniała mi o tym, iż mam niesforne dziecko. I na nic rozmowa i tłumaczenia i przedtem i teraz, że nauka i szkoła to jej przyszłość jej być albo nie być. Gwiazda żyje w swoim świecie i żyje dniem dzisiejszym czyli tym co tu i teraz, przyszłość dla niej to galaktyczna odległość (zdziwi się bardzo jak szybko owa przyszłośc nadejdzie).

I jedyne światło w tunelu, we wtorek mam pracową imprezę, na której mam nadzieje się odstresować. Impreza jest pożegnalna z kolegami którzy się zwolnili, miedzy innymi przez donosy i życzliwość naszych kolegów i przełożonych w pracy.

Chyba zaleję się w trupa………..

Po

Jestem po fryzjerze, wybrałam wg sugestiiu Funi jeden kolor i chyba deczko za ciemny, pasemka na grzywce też nie udało mi się dobrać bo ich wcale nie widać, następnym razem wybiorę chyba jaśniejszy kolor a pasemka na grzywce zdecydowanie jaśniejsze niż reszta włosów.

Wszystkich świętych też już za nami ale po święcie dopadła mnie smutna refleksja…. młodzi nie lubią odwiedzać swoich bliskich na cmentarzu, nie żebym ja specjalnie to lubiła, ale uważam, że należy o zmarłych pamiętać i to odwiedzanie ich na cmentarzu, dbanie o to aby ich grób nie zarósł zielskiem aby w ogóle BYŁ pozwala nam nie zapomnieć o tych którzy żyli wśród nas i coś dla nas znaczyli.

Będąc na cmentarzu widziałam wiele opuszczonych i zapomnianych grobów, czasem są to po prostu wolne miejsca bez nagrobku można  się tylko domyśleć iż był tam kiedyś grób. Tłumaczę sobie to tym iż bliscy tych ludzi nie odwiedzają tego grobu bo są daleko lub sami odeszli i tylko dlatego owy grób znika z krajobrazu cmentarza.

Maużon po każdej wizycie na cmentarzu w towarzystwie naszych gwiazd dochodzi do wniosku, iż jak one bedą nas chować to koniecznie niech włożą nam do grobów GPS bo inaczej nie mają szans aby nas znaleźć i postawić znicz na naszych grobach.

A  w telewizji usłyszałam piękną sentencję na temat śmierci, sentencja jest gdzieś napisana w krypcie gdzie pochowani są zakonnicy:

WY JESTEŚCIE TUTAJ GDZIE MY BYLIŚMY, MY JESTEŚMY TUTAJ GDZIE WY BĘDZIECIE………

I o tym należy pamiętać……