Miesięczne Archiwa: Grudzień 2010

Po świętach

Tradycja świąteczna została wypełniona rzetelnie i sumiennie tzn. żarło się czy było się głodnym czy też nie, jadło się dla samego napełniania kołtuna.

Jadło się uszka, pierogi „tyż” bo tradycji trzeba było sprostać, pierogi popychało się śledzikiem, rybką po grecku i jeszcze śledzikiem w grzybkach, to wszystko popychało się zaś sałatką jedną i drugą na koniec serniczek do „kafki” ledwo co – ale, ale na stole jeszcze pyszni się karpatka, co to znaczy że się nie zmieści!!!! popchniemy serniczek który się trochę ubije i się musi zmieścić.

Teraz zaś sobie leżymy jak słonina na ladzie i stękamy, że czujemy się pełni, że nawtykaliśmy się i nawet pożygać się nie możemy choć żarcia mamy po kokardkę.

Efekt …. waga drgnęła…. kurwa tylko nie w te stronę………

Pociesza mnie jedno fakt, iż nie wybieram się nigdzie na bal sylwestrowy na który pewnie kupiłabym miesiąc temu o numer za małą kreację, która obecnie nawet gdyby była w prawidłowym rozmiarze na słonia by nie wlazła…. i byłaby to kaska wyrzucona w błoto….. a tak mam w biedrach i dupie więcej i kaska tyż w kieszeni została – same korzyści!!!! (czy aby na pewno???)

Sobowtór

Mam sobowtóra (pewnie każdy go ma) ale mój orbituje gdzieś blisko mnie. Ciągle słyszę od kogoś, że mnie gdzieś tam widział a ja ani be ani me ani kukuryku. Aż trudno uwierzyć, iż ktokolwiek znajomy mógłby mnie posiądzić o taki brak elementarnych zasad kultury, co najwyżej o ślepotę ale od kiedy chodzę w okularach to już raczej poznaje znajomych.

Ostatnio doniesiono mi tylko w jednym dniu, że mnie gdzieś tam widziano, np. mój osobisty kierownik w czasie godzin pracy przebywał poza terenem zakładu pracy. Podczas kiedy ja jak przystało na rzetelnego pracownika orałam jak wół albo nawet dwa woły on mnie a raczej mojego sobowtóra w tym samym czasie widział w mieście.

Następnie już po pracy wchodzę do dzielnicowego sklepu, gdzie sprzedająca pani czyli ladaco (bo stoi za ladą) wita mnie słowami „zapomniała pani czegoś, już pani dzisiaj przecież była….

Oczy zrobiły mi się okrągłe jak dwa spodki i zdumiona oświadczyłam, że niczego nie zapomniałam a przyszłam w dniu dzisiejszym PO RAZ PIERWSZY zrobić zakupy.

Takich przypadków miałam już sporo także wcześniej i zastanawiam się czemu nigdy nie było mi dane spotkać owej kobiety tak do mnie podobnej i jak to jest patrzeć na siebie swoimi „oczyma” ale nie w lustrze….

Kto kłamie

Mały szkodnik był u dentysty bo mimo młodego wieku zęby się psują i na dodatek bolą.

Wiadomo zęby się psują od słodkości (tak twierdzili moi rodzice)  a słodyczy obecnie kompletnie nie brakuje. Kiedyś nie było tego problemu bo nie było słodyczy, a te co były to były na kartki.

Skoro zęby się popsuły i na dodatek jeszcze bolą to trzeba iść do dentysty …… proste, ale nie do końca bo jak teraz wytłumaczyć małemu człowiekowi w wieku lat 4, że dentysta to fajny gość  i w ogóle wizyta u niego to nie lada frajda….. nie ma nawet co próbować, nawet 4 letnie pachole w to nie uwierzy.

Ja się kompletnie do tego nie nadaję, jak mam zaprowadzić szkodnika do tego oprawcy skoro sama nieomal mdleję na widok jego narzędzi pracy, tych wszystkich wierteł i dłubadeł a już dźwięk owych narzędzi tortur wyklucza jakiekolwiek pozytywne uczucia do ludzi tej profesji. 

Ową misją została obarczona druga babcia bo jest twarda i sama się zresztą zadeklarowała, że zaprowadzi szkodnika wiadomo gdzie celem naprawy mlecznego uzębienia.

Podejść było kilka, bo szkodnik mimo młodego wieku głupi nie jest i chociaż wcześniej nigdy nie miał kontaktu ze złym człowiekiem to od razu wiedział, że „łony” jest zły.

Za sama już nie wiem którym podejściem (babcia trzeba jej przyznać cierpliwa jest) szkodnik dał sobie w końcu łaskawie zrobić zęba ale pewnie tylko dlatego, iż obiecane zostało, że plomba będzie piękna i kolorowa.

Teraz mała chodzi i chwali się „rózszofą” plombą i na moje pytanie czy bolało i czy płakała, odpowiada, że była dzielna i w ogóle nie płakała.

Matka jej osobista twierdzi zupełnie „cóś” innego i opowiada banialuki, że dzieciątko się wyrywało i wyło jak potępieniec.

Jestem skłonna wierzyć szkodnikowi bo skoro twierdzi, że była dzielna to znaczy, że była dzielna.

Bo czy te oczy mogą kłamać…..
misia

A tak w ogóle to w sobotę planowałam mycie okien i ……. kicha, cały czas padał deszcz a w mieście w wyniku dodatniej temperatury porobiły się małe jeziorka i niezbędna była łódź, której niestety nie zabrałam ze sobą na zakupy.

Ale mimo braku owej łodzi nie utonęłam i dotarłam szczęśliwie do domu aczkolwiek z mokrymi nogami.

W związku z powyższym nie wiem kiedy umyję rzeczone okna i czy w ogóle je umyję bo do świąt została mi już tylko jedna sobota a trzeba jeszcze ulepić uszka, pierogi i zrobić zakupy, kupić prezenty, posprzątać….. i zaczerpnąć gdzieś trochę  radości z owych świąt…….

Kosztowny posiłek

Wróciłam z podróży służbowej której powrót ze względu na pogodę trwał prawie 12 godzin. Zima panuje wszędzie, wobec powyższego zmarzłam ale głównie w nóżęta.

Odmrozić ich nie odmroziłam na szczęście dzięki temu w dalszym ciągu jestem szczęśliwą posiadaczką owych nóg za co jestem wdzięczna tylko nie wiem komu?.

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na posiłek w pięknym i stylowym zajeździe jak to przedstawiają poniższe zdjęcia

Ceny też były piękne i stylowe, za mój szaszłyk z indyka zapłaciłam bagatela 45,00 zł.!!!!!! zaś koleżanka o 5 zł. więcej czyli  50,00 zł.!!!!!! pewnie ze względu na pazerność bo zażyczyła sobie do szaszłyka sos czosnkowy.

Po zapłaceniu rachunku szaszłyk mi przestał smakować i okazało się, że jest to spora porcja której nie byłam w stanie w siebie wcisnąć.

Druga z koleżanek przezorniejsza od nas bo wzięła sobie żurek w chlebie za który zapłaciła tylko 14,00 zł. poszła z moim niedojedzonym daniem do pani która zapakowała resztę dania i wzieliśmy je ze sobą.

Mimo srogiej zimy i podróży trwającej prawie 12 godzin zabrany prowiant z BARDZO stylowej knajpy nam się nie przydał.

Mam nadzieję, że kierownik który był także uczestnikiem i świadkiem mojej klapy finansowej poprze wniosek o zapomogę finansową który chyba będę musiała złożyć bo inaczej nici z prezentów pod choinkę.

Zostaje mi jeszcze żebranie pod kościołem czego wolałabym uniknąć……..