Miesięczne Archiwa: Czerwiec 2011

CCC

Sklep miał dwa tygodnie na załatwienie reklamacji moich butków …… po trzech tygodniach oddał buty z niedoklejoną wyściółką wewnętrzną.

Oczywiście butów nie przyjęłam i zażądałam tym razem kategorycznie zwrotu pieniędzy ponieważ po pierwsze sklep przetrzymał o tydzień reklamowane buty po drugie buty są tylko niby naprawione po trzecie pewnie będą następne kolejne trzy tygodnie w reklamacji co w konsekwencji oznacza, że otrzymam owe buty dopiero w sierpniu i to bez gwarancji, że tym razem wszystko będzie ok.

Przekonałam się (zresztą nie po raz pierwszy), że SALON CCC (jak dumnie obwieszcza sklepowa pieczątka na dokumencie reklamacyjnym) jest miszczem świata w załatwianiu reklamacji i klientów.

Wiem… jestem idiotką ale zanim rozlazła się kolejka przy kasie i mogłam załatwić swoją sprawę rozejrzałam się w bucianej ofercie SALONU CCC i znowu wpadły mi w oko przynajmniej dwie pary butów które chciałabym mieć.

I co ja mam zrobić ????? przecież nie mogę kupić znowu butów w SALONIE bo wtedy będę naprawdę idiotką, ale z drugiej strony przejrzałam ofertę innych sklepów i są tam albo takie same lub bardzo podobne buty tylko w dużo wyższej cenie (np. Bata) ewentualnie w sprzedaży jest obuwie (bosz jakie „pienkne”) na obcasach w których absolutnie ale to absolutnie nigdzie nie dojdę bo na wysokich obcasach chadzałam 20 lat temu i zupełnie nie potrafię chodzić w szpilach bez cierpienia i jak dama.

Poza tym w przedłużony weckend byłam w Świnoujściu gdzie pogoda mi niestety nie dopisała. Słońce lizneło mnie tylko w drugi dzień, w trzeci dzień deszcz z gradem przegnał mnie z plaży tuż po przybyciu na nią i rozłożeniu kocyka.

Ponownie jadę do Świnoujścia w drugą połowę lipca i mam nadzieję, że kapryśna pogoda mnie nie zawiedzie i będę mogła sobie poprawić  koloryt i karnację skóry.

Donosicielka

W każdej pracy znajdzie się jakaś gnida która to MUSI ale to koniecznie MUSI podzielić się z szefem swoimi spostrzeżeniami na temat kolegów.

U mnie w pracy też taki agent 007 jest (a raczej może agentka) i pewnie nie ona jedna. Zawsze o tym wiedziałam ale teraz jestem bogatsza o wiedzę kto jest owym „życzliwym”.

No i wiadomo najciemniej pod latarnią – donoszącą okazuje się koleżanka, która dla mnie była poza wszelkim podejrzeniem bo po pierwsze pracujemy obie najdłużej, zawsze wydawała mi się szczera i życzliwa, ale okazuje się że owszem jest życzliwa ale inaczej.

Szanowna koleżanka sukcesywnie, cyklicznie i namiętnie donosi szefowi, że Gośka (tzn. mła) spóżnia się do pracy i że koniecznie ale to koniecznie należy coś z tym zrobić bo tak nie może być.

Oczywiście prawdą jest że Gośka się spóżnia ale nie więcej i częściej niż inni i spóżnienia oscylują około góra 10 minut. Tak wiem nie jest to co prawda żadnym usprawiedliwieniem, ale nie jest to też powód do tego aby złośliwie o tym donosić podczas kiedy inni też nie są bez winy.

Mam kilka pomysłów racjonalizatorskich jak dopiec agentowi bo przyznanie się, iż wiem że to ona zajmuje się przekazywaniem dobrych nowin przełożonemu nie wchodzi w rachubę z prostej przyczyny – wiedzę ową posiadam od innej koleżanki która była świadkiem dialogu (rozmawiający nie mieli pojęcia że słyszy ich osoba trzecia) przełożonego który się skarżył i prosił o poradę innego pracownika co on ma zrobić bo G. ciągle go naciska aby podjął jakieś działania w sprawie spóźnień Gośki.

Przy najbliższej sprzyjającej okazji do „szczerej” rozmowy zwierzę się gnidzie, że mamy w pracy donosiciela który nadaje szefowi i nie pożałuję epitetów z grubej rury typu franca, gnida, świnia nie mówiąc już o gorszych określeniach których z racji tego że są dużo brzydsze tutaj nie przytoczę.

Oczywiście zrobię to zupełnie bezkarnie z czystym sumieniem i dziką satysfakcją bo przecież ona nie wie że JA WIEM i będzie musiała wysłuchać kilku przykrych słów na swój bądź co bądź temat.

Po krótkim przemyśleniu postanowiłam że nie będzie to kilka słów, wyrzucę z wątroby tyradę wulgaryzmów a co sobie będę żałować!!!!!!

Reklamacja

Kupiłam sobie buty w CCC i nahasałam się w nich całe dwa dni aż odkleiła się wyściólka (to co jest w środku buta).

Wychodzi na to że należy je oddać do reklamacji, a jak wygląda los takich butów i owy proces reklamacji???? już opowiadam bo jestem w tej kwestii prawie ekspertem, 60 % butów zakupionych w tym sklepie (dlaczego wciąż tam kupuję, z głupoty????) zostało przeze mnie reklamowanych więc najlepiej wiem jak to wygląda.

Buty po oddaniu do sklepu będą się szwendały chusteczka wie gdzie aby powrócić do głupiego klienta (optymalny wariant) po dwóch tygodniach z przyklejoną przez szewca wyściółką.

Po powrocie prawdopodobnie założę je kilka razy aż odklei się wyściółka w drugim bucie po czym ponownie znikną mi z oczu na około dwa tygodnie.

Jak butki do mnie w końcu wrócą i nic już im się nie stanie to będę miała jeszcze około miesiąca na ich ponoszenie biorąc pod uwagę, że pogoda dopisze bo buty są mocno odkryte więc nie wchodzi w rachubę noszenie ich w chłodne i deszczowe dni.

Nie wiem czy to moje „szczęście” jest takie, że kupując buty w CCC zazwyczaj trafiam trefne egzemplarze które nadają się właściwie już przy zakupie do reklamacji.

Kiedyś boksowałam się ze sklepem przez całą zimę reklamując kupione u nich kozaki w których to pękła podeszwa. Oni każdą reklamację załatwiali w sobie logiczny sposób czyli sklejając ową podeszwę (co wg mnie jest chore bo nie da się naprawić pękniętej podeszwy) ja natomiast jak bumerang wracałam gdyż przy deszczowej pogodzie butki przeciekały (inaczej być nie mogło).

Oczywiście poniewać obuwie rzadko miały szansę przebywać ze mną (raptem może z 20 razy) bo były w ciągłej reklamacji byłam zmuszona zakupić inne w których mogłam przechodzić srogą zimę, co nie zmienia faktu m iż sklep dysponował moim obuwiem i moimi pieniędzmi które pobrał za felerne kozaki.

Po skończonej zimie czyli  wiosną sklep miał mnie już dosyć (nie dziwię się) bo byłam uparta jak osioł , zaprzestał bezsensownego klejenia pękniętej podeszwy i ŁASKAWIE oddał mi pieniądze które przez całą zimę trzymał w depozycie razem z zakupionym niepełnowartościowym towarem który był moją własnością bo za niego zapłaciłam ale którego niestety nie miałam okazji używać.

Czy scenariusz teraz się powtórzy – trudno powiedzieć ale jedno jest pewne zakupiłam LETNIE BUTKI które być może ponoszę w przyszłym roku.

Póki co hasam w starych sandałkach i myślę  czy jest sens inwestować w kupno czegoś nowego podczas przebywania obecnych nowych butów w reklamacji i być potem może posiadaczką dwóch par nowych butów nie licząc starych, a nóg mam tylko jedną parę, lato nie jest zbyt długie więc kiedy niby miałabym okazje ponosić te buty????