dzieci

Zużucie odżywek do włosów

Moje potomstwo w postaci dwóch córek jakie mam na stanie ewidencyjnym kochają, uwielbiają zmieniać kolor włosów przynajmniej dwa razy w miesiącu, robią to oczywiście domowym sposobem z różnym skutkiem niestety.

Oprócz niepożądanego oraz kompletnie nieoczekiwanego czasem koloru skutek jest taki, że kondycja włosów znacznie spada, włosy po takich doświadczeniach są suche, szorstkie, łamliwe i w ogóle kupa siana.

Moje prośby aby skorzystać z usług fryzjera który zrobiłby to profesjonalnie i tanim kosztem nie skutkują, bo one uporczywie twierdzą, że domowym sposobem jest taniej…… nie wydaje mi się, bo np. jeśli kolor uzyskany nie spełnia oczekiwań bo np. wyszedł zielony to leci się biegiem po drugą farbę aby spróbować jeszcze raz tylko tym razem trzeba się pozbyć koloru zielonego czyli jedna farba około 20 zł. druga „tyż” razem prawie 50 zł. do tego włosy w stanie katastrofalnym.

Aby poprawić wygląd i uzyskać połysk i witalność włosów należy je odżywiać, wobec czego jestem zmuszana do kupowania wszelkich nowinek w tym temacie.

Niby nic dziwnego bo przecież po takim traktowaniu włosów potrzebna jest szczególna troska i pielęgnacja aby przywrócić włosom wspaniały blask i zdrowy wygląd, ale zużycie owych cud preparatów jest u mnie hurtowe.

Nie „nadażam” już, kupuję odżywki trzy razy w miesiącu a one i tak w jakiś niewytłumaczalny dla mnie sposób znikają w oka mgnieniu.

Zrodził sie w mojej głowie pomysł racjonalizatorski aby owe odżywki producenci pakowali w większe opakowania np. w beczki…. może takie opakowanie starczyłoby mojemu dziecku na miesiąc, a ja nie musiałabym słuchać co chwilę zadania „mamo trzeba kupic odżywę do włosów bo się skończyła!!!’ chociaż jestem święcie przekonana, że powinna być bo przecież niedawno kupowałam.

Cieszę się, że problem dotyczy już w obecnej chwili tylko Gwiazdy bo starsza córcia swoje doświadczenia na włosach wykonuje już na własny koszt.

Dieta cud!!!

Tytuł nie podaje bynajmniej wcale przepisu na dietę cud ale na cud jaki zrzucenie wagi potrafi uczynić.

Spotkałam znajomą której nie widziałam całą zimę kiedy to zrzuciła 14 kg ….. o jeżu wygląda ślicznie!!!!!! zmieniła się na zdecydowaną korzyść.

Aż mi się głupio zrobiło bo w zeszłym roku kiedy to ja właśnie byłam na diecie zachwalałam jej cuda jakie czyni dieta i samopoczucie po niej a teraz co!!!! przybyło mi znowu 4 kg a ona zrzuciła prawie cały zbędny balast tylko siłą woli i samozaparcia bez niczyjej pomocy.

Chyba muszę się pokajać i coś robić z tymi 4 kg – nie chce ktoś przypadkiem dodatkowych 4 kg chętnie oddam w promocji za darmo!!!!

Tak poza tym to (nie ma się czym chwalić) ale Gwiazda niestety nie otrzymała promocji do następnej klasy w związku z czym musiała zmienić szkołę.

Dlaczego??? bo w starej szkole (konkretnie to w jej klasie właśnie) został wprowadzony eksperymentalnie system modułowy który to kompletnie się nie sprawdził.

Ponad połowa klasy nie poradziła sobie i nie zaliczyła roku.

W tym roku szkolnym w planach było wprowadzenie owego systemu także w innych klasach czy zostanie nie wiem, bardzo możliwe, że nie bo chyba jednak się nie sprawdził ale na wszelki wypadek Gwiazda przeniosła się do Liceum Ekonomicznego.

Oczywiście eksperymentalny system nie jest żadnym wytłumaczeniem na okoliczność nie zaliczenia roku przez Gwiazdę bo nie ma co ukrywać Gwiazda  się nie uczyła, olewała szkołę a sporny system był tylko wytłumaczeniem dla jej lenistwa.

Czy w nowej szkole coś się zmieni….. czas pokaże.

Telefon

Znowu telefon od wychowawczyni gwiazdy….. oczywiście z żadnymi tam gratulacjami, było jak w kabarecie Hrabi który zamieściłam dwie notki niżej…. oj źleeeeee, źleeeee, buuuuu, buuuu, buuuuu, nie chodzi do szkoły, złe wyniki w nauce, oj źleeeee…..

W środę zebranie w szkole o którym szanowna gwiazda zapomniała zapodać i aż się boję tam iść i wysłuchiwać tych wszystkich skarg, bo co mam niby powiedzieć, że szanowna gwiada wychodzi co rano do szkoły….. a gdzie ona chodzi zamiast do szkoły to tylko ona jedna wie.

Maużon nie wytrzymał wziął poziomnicę i dokonał szeregu przedsięwzięć z czego gwiada nie była zadowolona bo zdecydowanie wolała rozmowy które niestety jak wskazuje powyższa sytuacja nic pożytecznego do sprawy nie wnosiły.

Tydzień nie zapowiada się fajnie……

Wywiadówki

Pomijając moją chorobę i zwolnienie lekarskie trwające juz drugi tydzień przypomniało mi sie że zbliża się czas wywiadówek.

Oczywiście jestem przerażona bo w tym roku MOJA kolej chodzenia na wywiadówki i wcale zadowolona nie jestem bo wiadomo, że Gwiazda na tym polu sukcesów nie odnosi.

Znalazłam na innym blogu filmik na temat wywiadówek właśnie i ponieważ czas wywiadówek tuż tuż gorąco polecam wszystkim obejrzenie jak widzi temat wywiadówek kabaret Hrabi.

Kto kłamie

Mały szkodnik był u dentysty bo mimo młodego wieku zęby się psują i na dodatek bolą.

Wiadomo zęby się psują od słodkości (tak twierdzili moi rodzice)  a słodyczy obecnie kompletnie nie brakuje. Kiedyś nie było tego problemu bo nie było słodyczy, a te co były to były na kartki.

Skoro zęby się popsuły i na dodatek jeszcze bolą to trzeba iść do dentysty …… proste, ale nie do końca bo jak teraz wytłumaczyć małemu człowiekowi w wieku lat 4, że dentysta to fajny gość  i w ogóle wizyta u niego to nie lada frajda….. nie ma nawet co próbować, nawet 4 letnie pachole w to nie uwierzy.

Ja się kompletnie do tego nie nadaję, jak mam zaprowadzić szkodnika do tego oprawcy skoro sama nieomal mdleję na widok jego narzędzi pracy, tych wszystkich wierteł i dłubadeł a już dźwięk owych narzędzi tortur wyklucza jakiekolwiek pozytywne uczucia do ludzi tej profesji. 

Ową misją została obarczona druga babcia bo jest twarda i sama się zresztą zadeklarowała, że zaprowadzi szkodnika wiadomo gdzie celem naprawy mlecznego uzębienia.

Podejść było kilka, bo szkodnik mimo młodego wieku głupi nie jest i chociaż wcześniej nigdy nie miał kontaktu ze złym człowiekiem to od razu wiedział, że „łony” jest zły.

Za sama już nie wiem którym podejściem (babcia trzeba jej przyznać cierpliwa jest) szkodnik dał sobie w końcu łaskawie zrobić zęba ale pewnie tylko dlatego, iż obiecane zostało, że plomba będzie piękna i kolorowa.

Teraz mała chodzi i chwali się „rózszofą” plombą i na moje pytanie czy bolało i czy płakała, odpowiada, że była dzielna i w ogóle nie płakała.

Matka jej osobista twierdzi zupełnie „cóś” innego i opowiada banialuki, że dzieciątko się wyrywało i wyło jak potępieniec.

Jestem skłonna wierzyć szkodnikowi bo skoro twierdzi, że była dzielna to znaczy, że była dzielna.

Bo czy te oczy mogą kłamać…..
misia

A tak w ogóle to w sobotę planowałam mycie okien i ……. kicha, cały czas padał deszcz a w mieście w wyniku dodatniej temperatury porobiły się małe jeziorka i niezbędna była łódź, której niestety nie zabrałam ze sobą na zakupy.

Ale mimo braku owej łodzi nie utonęłam i dotarłam szczęśliwie do domu aczkolwiek z mokrymi nogami.

W związku z powyższym nie wiem kiedy umyję rzeczone okna i czy w ogóle je umyję bo do świąt została mi już tylko jedna sobota a trzeba jeszcze ulepić uszka, pierogi i zrobić zakupy, kupić prezenty, posprzątać….. i zaczerpnąć gdzieś trochę  radości z owych świąt…….

Po co żyć

Życie nie jest „letkie” i dało mi to wyrażnie odczuć ostatnimi czasy dając mi parę kopniaków może już nie w tłustą dupę.

Pomijam fakt, iż aura mnie ostatnio nie rozpieszcza traktując mnie systematycznie obfitymi deszczami, a przecież kupiłam sobie śliczne kozaczki których przez ten wredny deszcz nie mogę założyć bo są zamszowe.

Bezsensowna zmiana czasu która nie wiadomo mi w jakim celu jest regularnie kontynuwana (bo przecież nie z przyczyn oszczędnościowych jak twierdzą ci co tą głupawkę zainicjowali, żadnej oszczędności to nie daje) doprowadza mnie do czarnej rozpaczy, wstaję ciemno, wracam z pracy ciemno, no czuje jak życie ze mnie wycieka bo z powodu tej ciemnicy NIC MI SIĘ NIE CHCE.

W pracy znowu „życzliwy” parszywiec sobie przypominiał, że dawno nie doniósł, nie zrobił świństwa, wobec powyższego padło na mnie. Dzięki parszywa świnio, iż sprawiłeś, że przypomniałam sobie, że jeszcze żyję.

Oczywiście gwiazda też dopilnowała abym się nie nudziła w związku z czym znowu nawywijała w szkole (nieobecności, złe oceny). Pani wychowawczyni  swoim telefonem przypomniała mi o tym, iż mam niesforne dziecko. I na nic rozmowa i tłumaczenia i przedtem i teraz, że nauka i szkoła to jej przyszłość jej być albo nie być. Gwiazda żyje w swoim świecie i żyje dniem dzisiejszym czyli tym co tu i teraz, przyszłość dla niej to galaktyczna odległość (zdziwi się bardzo jak szybko owa przyszłośc nadejdzie).

I jedyne światło w tunelu, we wtorek mam pracową imprezę, na której mam nadzieje się odstresować. Impreza jest pożegnalna z kolegami którzy się zwolnili, miedzy innymi przez donosy i życzliwość naszych kolegów i przełożonych w pracy.

Chyba zaleję się w trupa………..

Żenada

Gwiazda zabłysła jak to gwiazda na niebie

po pierwsze – wyniki z testu – żenuła

po drugie – wybór szkoły – żeniuła  – technikum gastronomiczne kierunek KELNER

NO PROSZĘ !!!!!! normalnie mi cycki opadają

Normalni ludzie idą na studia a KELNEROWANIE to sposób na zarobienie pieniędzy na swoje wydatki!!!!!

A moja gwiazda wybrała sobie taki zawód dożywotnio!!!!! nie żebym miała coś przeciwko kelnerkom, uważam, że to ciężki i niewdzięczny zawód i dlatego tłumaczę laluni że życie to jedna wielka balanga ale niekoniecznie trzeba być na niej kelnerem……

Nie wiem czy gwiazda w końcu zrozumiała czy miała dość mojego dziamgolenia ale w wyniku pertraktacji zgodziła się na zmianę kierunku. Wobec czego zostawiliśmy technikum gastronimiczne zmieniliśmy tylko kierunek na bardziej sensowny.

Zmiana wiązała się z tym iż trzeba było zmienić kwestionariusz, następnie trzeba go było wydrukować i zanieść do szkoły. I tu znowu kaszana jakby los chciał aby dziewczę zostało KELNERKĄ po technikum, za żadne skarby nie mogłam wydrukować w mordę kopanego kwestiunariusza bo w domu owszem posiadam internet i posiadam kompuetr ale nie posiadam drukarki.

Porąbany druk żadną miarą nie chciał sie zapisać nigdzie w sensownej formie aby ewentualnie wydrukować go w innym miejscu.

W pracy poświęciłam tej w końcu prostej czynności 3 godziny służbowego czasu z tej prostej przyczyny, że żadne stanowisko internetowe NIE POSIADA DRUKARKI bo wszystko jest TAJNE, BARDZO TAJNE i JESZCZE BARDZIEJ TAJNE i żadna drukarka nie ma prawa się tam znajdować – no koszmar.

ALE POLAK POTRAFI – koledzy przytargali drukarkę to TAJNEGO stanowiska internetowego i daliśmy radę wydrukować oporny dokument.

Teraz dziecię wyrodne musi owy wydrukowany dokument zanieść do szkoły i teraz trzymam kciuki aby nie została jednak tą KELNERKĄ mimo kiepskich wyników z testów….

Jeszcze parę słów:

Nie wiem czy na skutek moich modlitw czy sama z siebie ale pogoda się poprawia i bardzo dobrze bo w sobotę jadę do Świnoujścia na tydzień i słoneczna pogoda mile widziana. A jeszcze dziś idę pod nożyczki fryzjera nie bardzo wiem co z tego wyniknie bo zamierzam …. no sama nie wiem co zamierzam….

Dzieci i ich niespodzianki

Godzina 8:45 rano dzwoni telefon, „paczę” a tam nieznany mi numer – ocho (myślę sobie) NIC DOBREGO pewnie jakiś konsultant Plusa lub inny gość chcący mi wcisnąć jakiś kit.

Odebrałam mimo wszystko ale okazało się, że nie było warto, trzeba było udać, że nie słyszę dzwonka – bo to była pani wychowawczyni ze szkoły mojej UKOCHANEJ CÓRECZKI.

Jak się „kobita” przedstawiła pomyślałam sobie – nie jest dobrze – pani na pewno nie dzwoni ze spóżnionymi życzeniami w związku z moimi niedawnymi urodzinami, na pewno nie chce też powiedzieć mi jakie to mam wspaniałe i cudowne dziecko.

Pomyślałam sobie będę twarda – „najsampierw” wysłuchałam jak to moje SZCZĘSCIE olało klasowe wyjście do kina i nie dość, że się spóźniło na seans to jeszcze prawie że zażądało zwrotu pieniędzy, po czym ostentacyjnie poszła ch….. wie gdzie.

Następnie pani zapytała mnie gdzie jest moje dziecko BO W SZKOLE JEJ NIE MA – nigdy nie wiem co mam wtedy powiedzieć bo sama czuję się jak uczeń który właśnie dostaje burę od pani w szkole, wobec powyższego głupkowato pytam się pani A W SZKOLE JEJ NIE MA??

No właśnie nie ma – rezolutnie odpowiada wychowawczyni – durnowato coś tam zaczęłam się plątać aby szybko zakończyć rozmowę ale tak naprawdę to zagotowało się we mnie jak w wulkanie i myślałam że wybuchnę.

Taka wrząca i gotująca dzwonię do córeczki i przybierając jak najmilszy ton pytam: „gdzie jesteś kochanie”, jak to gdzie odpowiada żmija W SZKOLE………

Osz ty w te i we w te, nie przebierając w słowach wyjaśniłam żmii, że właśnie miałam telefon ze szkoły i tam twierdzą że jej nie ma. Nie dopuszczając do słowa kłamczuchy nakazałam jej „natentychmiast” pipppppppp….. do szkoły.

Za dziesięć minut żmija dzwoni i melduje, że właśnie jest w szkole……..

I co ja mam zrobić …….. przecież nie wyrzucę jej z domu chociaż jak jeszcze raz wykręci jakiś numer to ją wydziedziczę……

Karrramba

Znowu był telefon ze szkoły w sprawie Agrafki. Pani dzwoniła do mnie ze skargą na wyrodne dziecko i nakazała zgłosić się do szkoły to zdradzi reztę przewinień jakie dziecko popełniło, myślę sobie – nie jest dobrze osobiste dziecko nie jest grzeczne.

Sprawę przekazałam maużonowi – przecież nie będę oczami świecić w tej szkole bo co mam tej biednej kobiecie powiedzieć:

- to nie moje dziecko !!!! ktoś mi  je pewnie podrzucił
- albo – moooje dziecko!!! …. jest grzeczne i nie sprawia kłopotu, napewno musiała się pani pomylić i chodzi o zupełnie inne dziecko – może jak bym mówiła z głębokim przekonananiem to pani by uwierzyła???.

Ojciec poszedł nasłuchał się i wszystko mi przekazał…. ufff dobrze, że jego wysłałam. Odbyła się rozmowa dyscyplinująca, wyznaczenie kar i zakazów.

Oczywiście dziecko lało krokodyle łzy i waliło się w „obfitą”, pierś że to ostatni raz, że ona się poprawi i będzie aniołem.

Póki co jest chwilowa poprawa, trudno powiedzieć na jak długo, ale jeśli na długo to będę miała w domu osobistego anioła.